Zdjęcie WhatsApp 2023-12-29 o 18.27.17_76e87c7f

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: ZAKOŃCZYĆ ROK Z PRZYTUPEM

W ostatnim tegorocznym meczu Muszynianka Domelo Sokół Łańcut podejmie Śląsk Wrocław. Po sprezentowanym pod choinkę zwycięstwie nad GTK kibice mają nadzieję po raz kolejny cieszyć się z wygranej drużyny Marka Łukomskiego. Jednak wszystko wskazuje na to, iż będzie to bardzo trudne starcie, w którym Sokół będzie potrzebował wsparcia własnej hali.

Prezent pod choinkę udany, teraz czas na noworoczny?

Bez wątpienia kibice Sokoła zasiadali do wigilijnego stołu w dużo lepszych nastrojach, niż jeszcze kilka tygodni temu. Nie ma co się dziwić, ponieważ za nami bardzo ważne zwycięstwo w Gliwicach, przeciwko miejscowemu GTK. Co warto też podkreślić, była to również druga z rzędu wyjazdowa wygrana, co mocno motywuje i buduje drużynę. Na Śląsku bardzo dobrze otworzyliśmy wynik, ponieważ już po pierwszych 10 minutach na tablicy wyników widniała przewaga aż 16 punktów. Wydawało się, że taki start poniekąd ukierunkuje przebieg całego spotkania, ale takie założenie okazało się błędne. W szeregi Sokoła wdarł się pewnego rodzaju marazm w ataku, przez co zdobywaliśmy stosunkowo mało punktów. Co najważniejsze, skuteczność zza łuku znacznie spadła, bo w samej otwierającej kwarcie rzuciliśmy ich aż 6, by do końca spotkania trafić jedynie dwie trójki. Warto jednak zaznaczyć, że mimo odrabiania strat przez Gliwice, udało utrzymywać się skupienie. Wracający z wynikiem zespół gospodarzy był bardzo mocno dopingowany z trybun, lecz zdecydowanie brakło im sił w końcówce. Sokół utrzymywał wynik i dzięki świetnej końcówce Tylera Cheese’a i Terrella Gomeza udało się wygrać 87:100. Co więcej, Tyler zanotował trzeci mecz z rzędu z minimum 30 punktami na swoim koncie. Po wyjazdowym tryumfie z Arką, kibice cieszyli się również w Gliwicach. Teraz do Łańcuta przyjeżdża utytułowany Śląsk, który mimo swoich problemów, będzie niezwykle trudnym rywalem.

Tak naprawdę gratulacje i podziękowania należą się wszystkim zawodnikom, sztabowi i całej ekipie Sokoła, bo jednak mieliśmy bardzo gorzką pigułkę do połknięcia, po przegranej z Dąbrową, w wiadomych okolicznościach. Nie zawsze mentalnie jest to łatwo odbudować. Pokazaliśmy od samego początku, że chcemy wygrać, mieliśmy oczywiście taki moment zawahania, ale na szczęście udało się to przełamać. Dziękuje kibicom, że przyjechali tak licznie, mimo że w tym sezonie przegraliśmy kilka tak ważnych meczów w końcówkach – powiedział Marcin Nowakowski po ostatnim zwycięstwie.

Co dzieje się w drużynie Śląska?

Do Łańcuta przyjedzie jedna z najbardziej znanych marek w polskiej koszykówce, dlatego niezależnie od sytuacji do rywala należy podchodzić z szacunkiem. Natomiast nie możemy nie powiedzieć o tym, jak wyglądają sprawy we Wrocławiu, a szczególnie liczba kontuzji, która jest wręcz przytłaczająca. Po 14 kolejkach na koncie Śląska jest tylko 6 zwycięstw oraz 8 porażek. Raczej nikt takiego scenariusza nie zakładał przed sezonem, bowiem jest to aktualny wicemistrz kraju. Ciągle ich aspiracje są bardzo duże, jednak ciężko będzie przełamać się z formą, bez pełnego składu. W trakcie tego sezonu nastąpiła również zmiana na stanowisku głównego szkoleniowca, Oliviera Vidina zastąpił Jacek Winnicki. Musimy tutaj podkreślić, że po zmianie trener nie miał zbytnio okazji do pokazania swojego warsztatu, ponieważ musi martwić się o to, jaki skład będzie miał dostępny na konkretne spotkanie. Sam początek sezonu nie był aż tak zły, ponieważ po trzech pierwszych meczach mieli na koncie dwa zwycięstwa i jedną porażkę (z MKS-em Dąbrowa Górnicza). Potem nastąpiła seria aż trzech przegranych z rzędu. Na przestrzeni tych 14 rozegranych kolejek Śląsk pokazał, że mimo bardzo mieszanej dyspozycji potrafi wygrywać, co udowodnili w starciach z Legią, czy Spójnią. Wcześniej wspomniane problemy kadrowe są zmorą naszych sobotnich rywali, ponieważ poza grą są m.in. Saulius Kulvietis, Łukasz Kolenda, czy Kendale McCullum i Jakub Nizioł. Są szanse na powroty do gry, jednak warto zaznaczyć, że gracze po kontuzji mogą mieć problem, by wejść z marszu na odpowiedni ligowy poziom. Aktualnie drużyna z Wrocławia będzie chciała przerwać serię porażek. W listopadzie przegrali z Toruniem, a dzień przed wigilią ulegli Treflowi Sopot.

Walczyliśmy i staraliśmy się pokazać z jak najlepszej strony. Nie wykorzystaliśmy trochę swoich szans, to zdecydowanie. Mamy tylko 10 asyst, z czego 5 mają wysocy gracze, to powinno wyglądać inaczej. Na pewno jesteśmy w trudnej sytuacji, lecz musimy pracować i wierzyć, że na dniach się to nieco poprawi – powiedział trener Śląska Jacek Winnicki po meczu z Treflem.

majstal

Ostatnie wyniki w PLK:

Śląsk Wrocław – Trefl Sopot 66:87

Twarde Pierniki Toruń – Śląsk Wrocław 78:75

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 82:98

Stal Ostrów Wlkp – Śląsk Wrocław 108:51

Śląsk Wrocław – Spójnia Stargard 75:69

Walka Śląska na dwóch frontach

Poza zmaganiami w naszej Orlen Basket Lidze mierzy się również na parkietach EuroCupu. Jednak w żaden sposób przygody w europejskich pucharach nie może zaliczyć do udanych, ponieważ na 13 rozegranych spotkań, przegrali aż 12. Jedyne zwycięstwo odnieśli końcem listopada przeciwko Turk Telekom. Zajmują ostatnie miejsce w grupie B i nie mają już realnych szans na awans do następnej rundy. Niestety, gdy drużyna rozgrywa spotkania co 3 dni, to dobrze zbudowana i zdrowa kadra to podstawa. Przy aktualnych problemach Śląska, taki obrót spraw nie może być zaskakujący.

Ostatnie wyniki w EuroCupie:

Aris – Śląsk Wrocław 93:71

Śląsk Wrocław – Buducnost 79:80

Cluj-Napoca – Śląsk Wrocław 80:76

Śląsk Wrocław – JL Bourg 63:72

Turk Telekom – Śląsk Wrocław 71:80

Piękne wspomnienia ostatniego sezonu

Każdy kibic Sokoła doskonale pamięta wydarzenia ostatniego, historycznego dla klubu, sezonu. Nie mamy wątpliwości, że rywalizacja ze Śląskiem również zapadła głęboko w pamięci, ponieważ ekipa z Łańcuta dwukrotnie znalazła sposób na wrocławskiego faworyta. Pierwsze spotkanie, tak jak w aktualnych rozgrywkach, odbywało się w Łańcucie, na wypełnionej po brzegi hali MOSiR. Było to wyrównane spotkanie przez dłuższy okres, jednak Sokół był w stanie stworzyć kilka oczek przewagi w trzeciej kwarcie, co skrupulatnie utrzymywał w czwartej odsłonie. Wówczas na parkiecie z bardzo dobrej strony pokazali się Spencer, Sanders, czy Thornton. Równie emocjonujący mecz mieliśmy początkiem maja we Wrocławiu, kiedy to w ostatnim meczu sezonu tylko jednym punktem różnicy po raz kolejny pokonaliśmy Śląsk. Wówczas bezapelacyjnym bohaterem był Adam Kemp (20 punktów i 15 zbiórek). Po takiej serii kibice pragną, by nadal to Sokół w tej ekstraklasowej rywalizacji wygrał po raz kolejny, nie zaburzając idealnego bilansu bezpośrednich pojedynków

Wyniki meczów ze Śląskiem sezonu 2022/23:

Sokół Łańcut – Śląsk Wrocław 92:85

Śląsk Wrocław – Sokół Łańcut 75:76

Śląsk pod kątem statystycznym

74.3 – liczba punktów, które Śląsk zdobywa na spotkanie – najmniej w lidze

48,5% – skuteczność rzutowa za 2

31,6% – skuteczność zza łuku (nieznacznie lepiej od Sokoła – 28,3%)

34.21 – liczba zbiórek na spotkanie (przedostatnie miejsce w lidze pod tym względem)

12.9 – mała liczba strat na spotkanie

Na kogo musimy uważać?

Hassani Gravett

Rozgrywający/rzucający, 27 lat, 188 cm wzrostu, USA – 10.9 punktu na spotkanie

Amerykański gracz swoje pierwszej kroki stawiał oczywiście na parkietach uczelnianych. Najpierw na Pensacola State College, a potem na South Carolina. Swoją karierę kontynuował w G-league, Macedonii i ponownie na zapleczu NBA. Warto podkreślić, że udało mu się podpisać dwa 10-dniowe kontrakty w Orlando Magic, lecz nie zagościł tam na dłużej. Ostatni sezon występował w EWE Baskets Oldenburg, gdzie zdobywał średnio 7.3 punktu na mecz. W Orlen Basket Lidze ma m.in. występ z 29 punktami przeciwko Legii Warszawa.

Dusan Miletić

Silny skrzydłowy/środkowy, 25 lat, 214 cm wzrostu, Serbia – 11.3 punktu na spotkanie

Kariera tego zawodnika rozpoczęła się w klubie KK Sloga. Już w 2019 roku występował w Partizanie Belgrad, gdzie nie zagościł na długo, bo sezon kończył w KK Borac. Natomiast już po tych rozgrywkach wrócił właśnie do Belgradu. Niedługo później jego grę mogli podziwiać kibice z Hiszpanii, gdzie grał dla Basquet Girona. Notował tam średnio 7.1 punktu na mecz, a teraz stanowi o sile Śląska.

411151421_1046135993342975_9118882071341329543_n

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: ZACZYNAMY ŚWIĘTA Z PRZYTUPEM!

Wielkie zwycięstwo Muszynianki Domelo Sokoła Łańcut nad zespołem GTK Gliwice 87:100 stało się faktem, a gracze Marka Łukomskiego zapewnili kibicom najlepszy prezent pod choinkę. Fenomenalny Tyler Cheese po raz kolejny był naszym liderem, trafiając aż 35 punktów. Teraz spokojnie możemy przejść do świętowania, a już 30 grudnia starcie ze Śląskiem Wrocław.

Sportowa złość i chęć odwetu

Od ostatniego spotkania przeciwko MKS-owi Dąbrowa Górnicza każdy z zawodników Sokoła miał wewnętrzną motywację do zwycięstwa. Ostatni rzut Garcii będzie nam się śnił jeszcze po nocach, jednak po każdej burzy wychodzi słońce. Choć w przypadku meczu z Dąbrową, należy raczej użyć stwierdzenia, nie po burzy, lecz po piorunie zza łuku. Wyjazd do Gliwic to był moment na to, by pokazać, że nasza drużyna potrafi grać nie tylko efektowny, ale również skuteczny basket. W tym spotkaniu w naszej kadrze był dostępny nowy zawodnik – Michał Kroczak, który bez wątpienia był potrzebny. Przede wszystkim ze względu na powiększenie rotacji, by w ostatnich minutach Tyler Cheese, mógł odpocząć i mieć siły na najważniejsze momenty, nieraz kluczowe dla losów spotkania. Bardzo często przegrane mecze Sokoła rozstrzygały się w końcówkach, choćby po dogrywkach. Teraz udało się przełamać passę nieudanych ostatnich minut, dzięki czemu po raz czwarty mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa. Jednak co dokładnie działo się na parkiecie?

majstal

Znów dobre wejście, lecz bez kontynuacji

Pierwsze punkty w tym spotkaniu zdobył dla nas Adam Kemp, a to był dobry znak na przyszłość. Gospodarze potrafili odpowiadać przez początkowe minuty za sprawą Graya, czy swojego lidera – Price’a. Po nieco ponad 4 minutach oglądaliśmy remis 10:10, jednak to był moment, w którym Sokół zdecydowanie poczuł wiatr pod własnymi skrzydłami. Pierwsza kwarta stała pod znakiem świetnej skuteczności zza łuku i to właśnie dwie trójki Janisa i Tylera Cheese’a pozwoliły odskoczyć na 10:16. GTK Gliwice starali się odpowiadać i dotrzymywać kroku, ale to Sokół rozpoczął swoją popisową grę. Kolejne trójki wcześniej wymienionych graczy, do których dołączyli Struski i Faye, sprawiły, że przewaga urosła do aż 16 oczek. Po 10 minutach na tablicy wyników oglądaliśmy 16:32.

Niestety, w tym sezonie nasz zespół ma problem z regularnością i utrzymywaniem wcześniej wypracowanej przewagi. Przykładem tego jest, chociażby mecz z Arką Gdynia, gdzie do samego końca drżeliśmy o wynik. Początek drugiej odsłony był stosunkowo dobry, jednak potem w naszej ofensywie nastąpił kompletny marazm. Bardzo dobra dyspozycja Hendersona Jr oraz Price’a zmniejszyły stratę do 14, a potem do 12 oczek. Wydawało się, że na przerwę będziemy schodzić z dwucyfrową przewagą, jednak później GTK imponowało skutecznością. Na sam koniec kwarty Samsonowicz trafił zza łuku, ustanawiając wynik na 40:47.

Dwa oblicza w drugiej połowie

Po zmianie stron byliśmy pewni tego, że GTK będzie chciało za wszelką cenę doskoczyć Sokół już w pierwszych minutach trzeciej odsłony. Wypoczęty Henderson Jr udowodnił tę motywację rzutem zza łuku, zmniejszając stratę na 43:47. Było już pewne, że w tym spotkaniu o wygranej zdecyduje końcówka. W następnych minutach następowała wymiana ciosów po obu stronach parkietu. W Muszyniance Domelo Sokole Łańcut dobrze ponownie pokazywał się kapitan, Janis Berzins. Warto zaznaczyć, że mimo zdobywanych punktów, atak wcale nie wyglądał zbyt dobrze. Gra była zdecydowanie wolniejsza i w pewnych momentach można było odnieść wrażenie, że brakowało pomysłu. Kolejny okres przestoju w poczynaniach ofensywnych wykorzystywał Gray, który rzucał raz za razem za trzy punkty. Po 7 minutach tej kwarty mieliśmy remis 60:60. Końcówka jednak należała do drużyny Marka Łukomskiego, przez co na ostatnie 10 minut, wychodziliśmy z przewagą 7 oczek.

Wydawało się, że wypracowana różnica pozwoli na spokojne rozgrywanie w końcowych minutach. Nic bardziej mylnego, ponieważ głównie za sprawą Hendersona, wynik momentalnie zmienił się na 71:73. Po dwóch kolejnych trójkach Graya, to gospodarze wyszli na prowadzenie 77:76, a sytuacja nie wyglądała zbyt optymistycznie. Na szczęście po naszej stronie występował Tyler Cheese, który ciągle wjeżdżał pod kosz, sprawiając bardzo duże problemy Gliwicom. Co warte podkreślenia, bardzo szybko gospodarze przekroczyli limit fauli, co skrzętnie Sokół wykorzystywał. Na 2 i pół minuty do końca mieliśmy prowadzenie 83:85, a późniejszy layup Faye powiększył przewagę na 5 oczek. Jeszcze pewniej poczuliśmy się po trafionej trójce zza łuku, której autorem był Marcin Nowakowski. Sokół prowadził 83:91. Rywale starali się jeszcze jakkolwiek odgryzać, lecz na zegarze było tylko 60 sekund. Końcówka i wykorzystywane błędy Gliwic sprawiły, że gracze z Łańcuta wygrali to spotkanie 87:100.

Najlepszy prezent pod choinkę

Nie można ukryć, że wygrana to najlepszy podarunek, jaki zawodnicy mogli zafundować kibicom po tym spotkaniu. Słowem podsumowania Sokół trafiał dziś trójki na wysokim poziomie tylko w pierwszej kwarcie (6 udanych prób). Ostatecznie zawodnicy Marka Łukomskiego zakończyli to starcie z 8 trafieniami na koncie (27%). W tym meczu było zdecydowanie mniej strat, w porównaniu do porażki z Dąbrową Górniczą. Bezapelacyjnym liderem na parkiecie był Tyler Cheese (aż 35 oczek), który zaliczył trzeci z rzędu mecz, kiedy zdobywa 30 lub więcej punktów. Dziś oprócz takiej okazałej zdobyczy, dołożył również 8 zbiórek i 4 asysty. Nieco słabiej zaprezentował się Terrel Gomez (1/8 za trzy), jednak dołożył kluczowe punkty i aż 7 asyst. Nie sposób nie wspomnieć o Janisie Berzinsie, który zaliczył najlepszy mecz w sezonie (18 punktów). Swoje pierwsze minuty zanotował również Michał Kroczak, nie zdobywając punktów. Patrząc w szeregi rywala, warto wymienić skutecznego Graya (24 punkty) oraz Price’a (19 oczek).

Okiem trenera

Gratuluję naszej drużynie, gratuluję również trenerowi Turkiewiczowi oraz jego zespołowi. Cały czas walczyli i byli w grze do samego końca. Wynik 83:100 wcale nie oddaje przebiegu tego spotkania. Zdecydowanie, to co chciałbym powiedzieć, dziękuje naszym kibicom za tak liczne wsparcie na trybunach. Zrobiliśmy prezent na Mikołajki, a teraz pod choinkę, cieszymy się z tego, teraz kilka dni na takie świąteczne wyciszenie myśli. Pozostaje mi życzyć wesołych świąt wszystkim kibicom – powiedział na konferencji pomeczowej Marek Łukomski

terel1

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: DO GLIWIC PO ZWYCIĘSTWO!

Po ostatniej bardzo bolesnej porażce przychodzi czas na to, by zrewanżować się naszym kibicom. Idealna okazja na sprawienie najlepszego prezentu pod choinkę nadarzy się w Gliwicach. Muszyniankę Domelo Sokoła Łańcut czeka ciężka przeprawa, jednak na parkiecie każdy zawodnik zostawi serce do walki.

Jeden rzut, a jak wiele krzywdy

Nie ma możliwości, aby jakikolwiek fan Sokoła, ale również koszykówki w Polsce, nie słyszał o pojedynku przeciwko MKS-owi Dąbrowa Górnicza. W końcu nasi koszykarze wrócili na własną halę po długiej czteromeczowej serii wyjazdowej. O tym, jak bardzo brakowało basketu na hali MOSiR, przekonaliśmy się, widząc tak wiele kibiców na trybunach. Wydawało się, że właśnie dzięki takiej przewadze, od samego początku uda nam się narzucić tempo, które poniesie do zwycięstwa. Fakt faktem bardzo dobrze weszliśmy w spotkanie, jednak późniejsze minuty to była bardzo wyrównana wymiana cios za cios. Tego piątkowego wieczoru serca kibiców zamarły dwukrotnie. Pierwszy taki moment miał miejsce, gdy Terrell Gomez rzucił niezwykle trudną trójkę na remis tuż przed końcową syreną. Wyrównanie to pozwoliło Sokołom powalczyć w dogrywce. Drugi moment, kiedy kibice byli w jeszcze większym szoku, był tuż po bezbłędnym rzucie Garcii. Hiszpan przejął piłkę po zbiciu spod kosza i z ponad 9 metrów trafił trójkę o tablice. Rzut oddawał w ostatnim możliwym momencie i niestety dla nas – trafił. Chwile wcześniej cieszyliśmy się z prowadzenia po pięknym rzucie Młynarskiego, w dodatku Persons spudłował na kilka sekund do końca, jednak wcześniej wspomniany Garcia wykonał coś, co w pamięci kibiców pozostanie na długo. Mimo walki i charakteru, Sokół poniósł kolejną porażkę.

Bardzo bolesna przegrana, kolejna w tym sezonie. Wydaje mi się, że ta była chyba najbardziej. Mieliśmy trochę szczęścia na koniec regulaminowego czasu, trochę pecha pod koniec dogrywki, taki jest sport. Szukając przyczyn, to 22 starty to jest fatalny wynik, porównując do ostatniego meczu, gdzie mieliśmy ich tylko trzy. Od czwartej graliśmy za wolno, też zbyt indywidulanie, mogliśmy zdecydowanie wygrać ten mecz – powiedział Kacper Młynarski po tym pojedynku.

Czyścimy głowy i jedziemy do Gliwic, jak gra GTK?

Jeśli spojrzymy sobie na formę tej drużyny w tym sezonie, to na pewno rzucają nam się dwa okresy ich poczynań na parkietach PLK. Początek rozgrywek nie był udany, zresztą przez kilka kolejek GTK zajmowali ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Pierwsze sześć meczów, to były porażki w ich wykonaniu, w tym bardzo istotne przeciwko Arce, czy Zastalowi. Patrząc na ich formę, wyniki i prezencję na parkiecie nie było widać optymistycznych prognoz, jednak ewidentnie gracze z Gliwic potrzebowali jednego meczu, na przełamanie. Takim spotkaniem było starcie w Warszawie, gdzie pokonali miejscowe Dziki 88:87, po dogrywce i bardzo emocjonującej batalii. Wówczas rozpoczął się drugi okres GTK w tym sezonie, a więc bezbłędny listopad. W tym miesiącu rozegrali cztery spotkania, wszystkie wygrywając i nagle bilans poprawił się na 4-6. Aktualnie po kolejnych meczach wynosi on pięć zwycięstw oraz osiem porażek, co plasuje ich tylko dwie lokaty wyżej (13. miejsce), niż Sokoła. Bez wątpienia teraz podopieczni Pawła Turkiewicza będą na fali wznoszącej, po tym jak sprawili niespodziankę w Sopocie. Po bardzo zaciętym starciu pokonali oni bowiem miejscowy Trefl 79:85, lecz więcej o tym tryumfie powiedział trener.

Bardzo ciężki mecz, weszliśmy w niego słabo. Wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać po drużynie gospodarzy, natomiast dopiero od drugiej kwarty nasza obrona zaczęła funkcjonować, tak jak tego oczekiwałem. Pokazaliśmy dużo energii, agresywności, dzięki czemu daliśmy naszym rywalom rzucić w drugiej połowie tylko 29 punktów. Wszystko zaczęło się od obrony, potem i tak nie wykorzystywaliśmy wszystkich naszych szybkich ataków, lecz nie można mieć wszystkiego – relacjonował na konferencji pomeczowej Paweł Turkiewicz.

majstal

Wyniki ostatnich meczów GTK:

Trefl Sopot – GTK Gliwice 79:85

Polski Cukier Toruń – GTK Gliwice 104:83

Legia Warszawa – GTK Gliwice 83:81

Stal Ostrów Wlkp. – GTK Gliwice 89:96

GTK Gliwice – Spójnia Stargard 76:74

Statystyki piątkowego rywala

84.9 – średnia liczba punktów rzucanych przez GTK Gliwice na spotkanie,

35,8% – skuteczność rzutowa za 3 punkty,

48,3% – skuteczność rzutowa z gry ogółem,

36.9 – liczba zbiórek na spotkanie,

43.1 – liczba oddanych rzutów za 2 na spotkanie, GTK jest liderem ligi pod tym względem.

Sokół dobrze zna smak hali w Gliwicach

Ostatni sezon pokazał nam, że rywalizacja z GTK, nigdy nie będzie należała do łatwych. Pierwszy mecz ostatnich rozgrywek odbywał się na naszym terenie, jednak nie będziemy tego dobrze wspominać. Bardzo słabe wejście w mecz i ciągła pogoń za wynikiem, która ostatecznie nie dała nam sukcesu. Końcowy wynik wskazywał zwycięstwo gospodarzy 73:68, mimo że Spencer robił, co mógł (25 punktów). W rundzie rewanżowej o wszystkim zadecydował jeden rzut wolny, wykonany w ostatnich sekundach. Mimo szansy na ostatnią akcję nie udało się przechylić szali zwycięstwa na naszą korzyść.

W czasach, gdy oba zespoły występowały jeszcze w pierwszej lidze, również toczyliśmy bardzo zacięte pojedynki. Ostatnia wygrana Sokoła na tym właśnie poziomie rozgrywkowym miała miejsce na początku 2017 roku. Wówczas nasi zawodnicy pokonali rywala z Gliwic 75:63, a na parkiecie dominowały takie postacie jak Alan Czujkowski, Marcin Sroka, czy nasi eksperci w przedmeczowym studio: Jerzy Koszuta oraz Maciej Klima. Ostatnie pojedynki w 1 lidze to również rywalizacja w fazie pucharowej, kiedy to GTK pokonała naszych Sokołów w serii pewnie 3:0.

Ostatnie bezpośrednie ligowe pojedynki:

GTK Gliwice – Sokół Łańcut (2023) 87:86

Sokół Łańcut – GTK Gliwice (2022) 68:73

GTK Gliwice – Sokół Łańcut (2017 play-offy) 83:78

Sokół Łańcut – GTK Gliwice (2017 play-offy) 67:68

Sokół Łańcut – GTK Gliwice (2017 play-offy) 77:80

Sokół Łańcut – GTK Gliwice (2017) 75:63

Na kogo musimy uważać?

Joshua Price

źródło: PLK.PL

Środkowy/silny skrzydłowy, 206 cm, Stany Zjednoczone, 19.9 punktu na mecz

W poprzednim sezonie reprezentował barwy belgijskiego Aaalst Okapi, przyszedł do Gliwic, by wskoczyć w miejsce Kamariego Murphy’ego. W Belgii zdobywał średnio 20 punktów, do czego dokładał po 8.5 zbiórki pod koszem. Doświadczenie zbierał na uczelni Southern Indiana, natomiast w Europie grał również na zapleczu ligi niemieckiej.

Kadre Gray

źródło: PLK.PL

Rozgrywający, 186 cm wzrostu, Kanada, 13.7 punktu na mecz

Swoje doświadczenie na europejskich boiskach zdobywał przede wszystkim na zapleczach lig hiszpańskiej oraz niemieckiej. Jest również reprezentantem swojego kraju. W tym sezonie na jego barkach spoczywa rozegranie.

Koby McEwen

źródło: PLK.PL

Rzucający, 189 cm, Kanada, 12.6 punktu na mecz

Doświadczenie zdobywał na uczelni Weber State, a jego pierwszym zawodowym klubem był szwedzki Norrkoping Dolphins. Ostatnio występował w kanadyjskim Brampton HoneyBadgers.

Spotkanie o cztery punkty

Przed nami starcie, które będzie bardzo istotne w kontekście kolejnych tygodni. Muszynianka Domelo Sokół Łańcut nie próżnowała w ostatnim czasie, dzięki czemu udało się pozyskać kolejnego polskiego zawodnika do rotacji. Nowym nabytkiem jest Michał Kroczak, który jeszcze niedawno biegał po parkietach pierwszoligowych w barwach Śląska II Wrocław. Michał ma za sobą kilka jednostek treningowych, więc liczymy, że pomoże nam w Gliwicach. Poszerzenie rosteru było dla Sokoła priorytetem, ponieważ dało się odczuć w ostatnim meczu, że Terrell Gomez, czy Tyler Cheese czują w nogach minuty i ciężary tego starcia. Przed Tylerem stoi kolejne wyzwanie, ponieważ w ostatnich spotkaniach przyzwyczaił nas do wysokich zdobyczy punktowych, lecz kolejne wyzwanie nie będzie łatwe. Wzmocnienie w postaci Kroczaka pozwoli na większą rotację oraz zachowanie świeżości, co tylko pozytywnie wpłynie na naszych parkietowych dowódców.

Nasz klub dokłada wszelkich starań, aby każde spotkanie oprawić w ciekawy dla kibica sposób. Tradycyjnie przed pierwszym gwizdkiem z Gliwicami odbędzie się studio przedmeczowe, które tym razem odbędzie się w lokalu Ikeda Sushi, znajdującym się w Mielcu. Analiza akcji, wywiady i wiele więcej ciekawostek będziecie mogli oglądać na żywo. Serdecznie zapraszamy na stronę facebookową oraz na kanał YouTube już od godziny 17:30.

DSC_4180_wynik

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: BEZ HAPPY ENDU W KOŃCÓWCE

Hala MOSiR przeżyła kolejny wielki dreszczowiec, niestety bez happy endu dla naszego zespołu. Kiedy wszyscy już cieszyli się ze zwycięstwa, Garcia dokonał niemożliwego i Muszynianka Domelo Sokół Łańcut przegrał 96:98. W tym spotkaniu było wszystko, mnóstwo trójek, dogrywki, rzut na zwycięstwo równo z syreną. Brakło jedynie naszego triumfu, lecz warto jednak podkreślić, że z meczu na mecz drużyna Marka Łukomskiego prezentuje coraz lepszy poziom, który napawa optymizmem.

WhatsApp Image 2023-12-14 at 23.16.03

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: CZEKAMY NA KOLEJNE PREZENTY!

Po ostatnim meczu, w którym końcówka zafundowała wszystkim kibicom stan przedzawałowy, rywalizacja Muszynianka Domelo Sokoła Łańcut wraca na własną halę. Tym razem naszym rywalem będzie MKS Dąbrowa Górnicza, będąca w chwilowym dołku formy. Niemniej start sezonu w ich wykonaniu oraz styl, jaki prezentują wskazuje na to, że będzie to bardzo ciężkie starcie.

Nie stracić tak wielkiej przewagi

Każdy, kto oglądał ostatni mecz z Arką Gdynia, miał wiele odczuć na przestrzeni całego spotkania. Od euforii po koronkowych akcjach ofensywnych, po wielki stres podczas powrotu rywala do gry. Zdecydowanie to spotkanie powinno zakończyć się znacznie wcześniej, a Sokół mógł utrzymywać przewagę, którą sobie wypracował. Jednak koniec końców to drużyna Marka Łukomskiego zapisała zwycięstwo na swoje konto, co było kluczowe. Nawiązując do rywalizacji z Arką, nie sposób nie wspomnieć jednego nazwiska, Cheese. Tyler rozegrał swój najlepszy mecz, odkąd pojawił się w Sokole, trafiając aż 40 punktów. Nie mogą dziwić zachwyty nad jego grą, liczymy, że podtrzyma formę, choć wiemy, że powtórzyć taki performance, nie będzie łatwo. Warto też podkreślić, że w ostatnim spotkaniu występował Kacper Młynarski, który jednak wracał po zapaleniu oskrzeli, dlatego nie był w pełni gotowy. Przebudzenie Adama Kempa oraz Janisa Berzinsa to kolejne dobre wieści, liczymy, że podobnie będzie z Dąbrową, która przyjeżdża na nasz teren. Pewne jest to, że hala MOSiR po raz kolejny w tym sezonie zapłonie, a kibice staną się 6 zawodnikiem. Po ostatniej wygranej na gorąco wypowiadał się nasz kapitan:

To był naprawdę bardzo trudny mecz, zagraliśmy dobrze w obronie, ale też w końcu trafialiśmy rzuty z dystansu. Jednak co najważniejsze dla nas, wygraliśmy. W czwartej kwarcie było, co było, to koszykówka, gra wzlotów i upadków, a gospodarze mieli też świetną atmosferę na trybunach. To też dlatego tak dobrze ogląda się ten sport. Dziękujemy tym, co nas wspierali, a teraz ciężkie starcie z Dąbrową – powiedział Janis Berzins tuż po starciu z Arką

źródło: PLK.PL

W jakiej formie jest MKS Dąbrowa Górnicza?

Bez wątpienia to był zespół, który mocno zaskakiwał na samym początku sezonu, ponieważ po pierwszych sześciu spotkaniach mieli bilans aż 5 zwycięstw oraz tylko 1 porażki. Tym bardziej nasi piątkowi rywale zaskakiwali obserwatorów PLK, ponieważ na przełomie września i października pokonywali m.in.: Śląsk Wrocław, King Szczecin, czy Start Lublin. Wydawało się, że forma jeszcze mocniej rośnie, po tym jak MKS wygrał aż 116:83 z beniaminkiem ligi, Dzikami Warszawa. Jednak to spotkanie wręcz przeciwnie, było momentem zwrotnym. Wbrew wcześniejszym wynikom rozpoczęła się seria przegranych. Warto zaznaczyć, że w tych wcześniej wspomnianych sześciu otwierających spotkaniach, aż 5 na 6, to były starcia domowe. Co więcej, wszystkie wygrane MKS-u, to właśnie tryumfy na własnym terenie. Z racji terminarzu przyszła potem kolej na wyjazdy, co sprawiło, że cała drużyna mocno obniżyła loty. W tym momencie MKS Dąbrowa Górnica ma serię sześciu ligowych porażek na własnym koncie. W dodatku, po zwycięstwie Sokoła, pozostali jedyną drużyną w lidze, bez wyjazdowego zwycięstwa. Na pewno jednak warto dodać, że wszystkie porażki, których doznawali, to były bardzo wyrównane spotkania. W ostatnich pięciu meczach dwukrotnie przegrywali po dogrywkach.

Ostatnie mecze w PLK:

Trefl Sopot – MKS Dąbrowa Górnicza 110:102

Czarni Słupsk – MKS Dąbrowa Górnicza 92:90

MKS Dąbrowa Górnicza – Twarde Pierniki Toruń 85:92

MKS Dąbrowa Górnicza – Legia Warszawa 86:103

Stal Ostrów Wlkp. – MKS Dąbrowa Górnicza 103:102

Gra na dwóch frontach

Nasz następny rywal mierzy się także w europejskich rozgrywkach i jak do tej pory MKS zdołał rozegrać 5 spotkań w Alpe Adria Cup. Co ważne podopieczni Borisa Balibrea’y radzą sobie w tym turnieju bardzo dobrze, ponieważ aktualnie zajmują pierwsze miejsce w swojej grupie, z bilansem czterech zwycięstw oraz jednej porażki. W tym tygodniu odbyło się spotkanie MKS-u z SPisski Rytieri i to nasi piątkowi przeciwnicy odnieśli kolejną wygraną. Pokonali słowacką drużynę 122:102, a liderem gospodarzy był w tym spotkaniu Wilczek. Dominik rzucił bowiem aż 30 punktów, pokazując swoją dobrą dyspozycję.

Wyniki MKS-u Dąbrowa Górnicza na europejskich arenach:

MKS Dąbrowa – Spisski Rytieri 122:102

Usti n. Labem – MKS Dąbrowa 79:84

Kapfenberg – MKS Dąbrowa 74:95

MKS Dąbrowa – Dinamo Zagrzeb 92:73

Spisski Rytieri – MKS Dąbrowa 94:92

Jeśli chodzi o rozgrywki międzynarodowe, to należy podkreślić, że nie jest to łatwe, aby łączyć grę na dwóch frontach. Zdecydowanie gra co trzy, cztery dni jest wyzwaniem dla każdego klubu. Na pewno ostatnie zwycięstwo nad słowackim Spisski będzie bodźcem motywacyjnym dla Dąbrowy, która zmaga się z dołkiem formy. Zdaniem naszego Sokoła będzie uniemożliwienie złamania serii porażek rywala.

źródło: PLK.PL

Przełamać niemoc w bezpośredniej rywalizacji

W przypadku rywalizacji na parkietach ekstraklasowych Sokół nie może być zadowolony z dyspozycji, którą prezentował w ostatnim sezonie przeciwko Dąbrowie. W starciu domowym, które odbywało się końcem października ubiegłego roku, to nasi rywale odnieśli zwycięstwo. Należy jednak zaznaczyć, że w tym spotkaniu mocno szwankowała skuteczność po obu stronach, dlatego końcowym wynikiem było 60:68. Zdecydowanie bardziej zacięta była rywalizacja w Dąbrowie, ponieważ tam do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Na parkiecie świetnie wówczas spisywał się Thornton, który zdołał rzucić aż 30 punktów. Co ważne, to Sokół doprowadzał do dogrywki, jednak potem zabrakło szczęście w tym dodatkowym czasie. Nasi zawodnicy byli stroną goniącą wynik, lecz jak się okazało w ostatecznym rozrachunku, zabrakło bardzo niewiele, a Dąbrowa wygrała 103:102.

Wyniki z ubiegłego sezonu:

MKS Dąbrowa Górnicza – Sokół Łańcut 103:102

Sokół Łańcut – MKS Dąbrowa Górnicza 60:68

MKS Dąbrowa pod kątem statystyk

39,5% – skuteczność zza łuku, zdecydowanie najlepszy wynik w lidze

97.3 – liczba punktów zdobywanych na mecz – najwięcej w PLK

49,3% – skuteczność z gry

78,8% – celność rzutów osobistych, co ciekawe wyżej w tej statystyce jest tylko Sokół (80,2%)

14.1 – liczba fauli na spotkanie, MKS jest drugą najczęściej faulującą drużyną w lidze.

Na kogo musimy uważać?

Marc Garcia

źródło: PLK.PL

Rzucający/niski skrzydłowy, 187 cm wzrostu, 18.9 punktów na spotkanie

Barwny hiszpański zawodnik, który pierwszy zawodowy kontrakt w 2012 roku podpisał z zespołem FC Barcelony, z którym związany był praktycznie do 2018 roku. W drużynie z Katalonii występował głównie w zespole rezerw. Był wypożyczany do innych klubów grających w hiszpańskiej ekstraklasie takich jak BAXI Manresa, czy też Real Betis. Ostatnie pięć lat z małą przerwą spędził w zespole ligi ACB – Baloncesto Fuenlabrada.

majstal

Tayler Persons

źródło: PLK.PL

Rozgrywający, 188 cm wzrostu, 15.8 punktów na spotkanie

Amerykański rozgrywający pozostał w PLK po tym, jak zagrał w ostatnim sezonie 11 meczów w barwach Twardych Pierników Toruń. W tych niewielu występach dał się poznać polskim kibicom i trafiał średnio 17,7 punktu na mecz, notując przy tym także 8,3 asysty. W przeszłości był graczem Gliwic, ale grał także w na Węgrzech, w Holandii, czy Niemczech.

Nicolas Carvacho

źródło: PLK.PL

Środkowy, 211 cm wzrostu, 15.6 punktów na spotkanie

Gracz urodzony w Stanach, występujący jednak w barwach Chile od grup młodzieżowych. Ma za sobą start w akademickich rozgrywkach NCAA, gdzie grał w CSU Nicolas. Po grze w college przeniósł się do Europy, gdzie zaczął swoją przygodę w Rilski Sportist. W Bułgarii świetnie sobie radził, zdobywając tytuł MVP. Potem jeszcze zaliczył przystanek w niemieckiej Bundeslidze, a teraz reprezentuje barwy MKS-u.

DOMELO.PL Studio Przedmeczowe

Zapraszamy Was serdecznie do wzięcia udziału w naszym przedmeczowym studio, które odbędzie się o 15:30, na dwie godziny przed rozpoczęciem meczu. Będziemy transmitować na żywo zarówno na Youtubie, jak i na Facebooku, aby każdy miał szansę dołączyć.

sokolwin

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: DWA OBLICZA SOKOŁA W GDYNI!

Wielkie zwycięstwo Muszynianka Domelo Sokoła Łańcut nad Arką Gdynia stało się faktem, a kibice otrzymali najlepszy możliwy prezent. Zawodnicy zapewnili dreszczowiec w samej końcówce, jednak co najważniejsze – z happy endem. Ostatecznie Sokoły wygrały 115:118, a niekwestionowanym liderem na parkiecie był Tyler Cheese, który zdobył aż 40 punktów. Wyjazdową serię kończymy wygraną i już za nieco ponad tydzień widzimy się na naszej hali, gdzie podejmiemy drużynę z Dąbrowy Górniczej.

Chęć udowodnienia własnej wartości

Sytuacja Sokoła przed tym spotkaniem lekko mówiąc, nie była kolorowa, ponieważ na koncie były jedynie dwa zwycięstwa oraz dziewięć porażek. Taki obrót spraw mocno oddziaływał na zawodników, ale również zwiększał presje na sztab szkoleniowy. Kibice oczekiwali reakcji, szczególnie po ostatnich wydarzeniach i odejściu Coreya Sandersa. Po nieudanym wyjeździe do Sopotu nie było czasu na zbyt wiele treningu oraz możliwości większego zgrania całej ekipy. Po powrocie odbyło się kilka jednostek treningowych i momentalnie trzeba było wrócić do autokaru. Podróż przez całą Polskę niosła duże wyzwanie, lecz cel w drużynie był tylko jeden – zwycięstwo. Arka podobnie jak my, w ostatnim czasie straciła jedną z ważniejszych postaci w drużynie. W dodatku oba zespoły znajdowały się blisko w tabeli, niestety na samym dole. Nie może więc dziwić narracja, jaka panowała przed tym meczem, że to starcie o cztery punkty. Widać było wielką chęć takiego sportowego rewanżu przede wszystkim dla kibiców. Do Sopotu z powodu choroby nie pojechał Kacper Młynarski, lecz teraz zdołał się na tyle wyleczyć, by pomóc w walce. Co nasz rzucający miał do powiedzenia o naszych rywalach?

z powodu choroby miałem sporo czasu na to, by obejrzeć ostatnie spotkanie Arki Gdynia. Wniosek jest prosty, tam dwóch, trzech graczy decyduje o losach spotkania, podobnie jak to wyglądało w naszym przypadku. Natomiast moim zdaniem jesteśmy indywidualnie lepszymi zawodnikami, kwestia pokazania tego jako zespół – zdradził nam Kacper w naszym przedmeczowym studio.

Piorunujący start Sokoła

Już kilka razy w tym sezonie nasza drużyna miała dość duży problem z odpowiednim wejściem w spotkanie. Marek Łukomski podkreślał też, że zdecydowanie cały zespół pracuje nad poprawą tego elementu. Teraz wydaje się, że w końcu zobaczyliśmy realne efekty takich treningów, ponieważ Sokoły znakomicie otworzyły to spotkanie. Trafianie do kosza rzutami wolnymi rozpoczął nasz kapitan, Janis Berzins. Potem Adam Kemp i Tyler Cheese ruszyli do ataku, co przyniosło wymierny efekt w postaci prowadzenia 4:11 po nieco ponad dwóch minutach. Już wtedy było widać, że Tyler jest dziś w gazie. Rywale starali się odrabiać straty, szczególnie Bogucki, lecz pierwsze 10 minut należało do Sokoła. Dalej swój taniec na parkiecie kontynuował Cheese. Co warto zaznaczyć, widać było znaczną poprawę w rzutach zza łuku, ponieważ przez otwierającą kwartę udało się trafić 4 z 5 oddanych prób. Na drugą kwartę nasi zawodnicy wychodzili z prowadzeniem aż 18 punktów, co pozwoliło na nieco spokojniejsze rozgrywanie. Po krótkim odpoczynku obraz gry wiele się nie zmienił, ponieważ Tyler nadal robił swoje, ale również ciągle dość dobrze prezentowali się Janis i Adam. Pod koniec pierwszej połowy swoje dwa gorsze dorzucili Młynarski oraz Gomez. Arka kompletnie nie wiedziała, jak odpowiedzieć na naszą ofensywę, dlatego do szatni schodziliśmy z wynikiem 42:63. Zarówno rezultat, jak i prowadzenie rodem z amerykańskich parkietów, wprawiały w euforie naszych kibiców.

W końcówce horror rodem z filmów Kubricka..

Zdecydowanie aż tak duża przewaga, którą Sokół osiągnął po pierwszej połowie, nie wpłynęła dobrze na koncentracje całego składu. Jednak początek trzeciej kwarty wcale nie wskazywał na taki dreszczowiec, jaki wydarzył się w samej końcówce. Po raz kolejny z dobrej strony pokazywał się Janis Berzins, ale też odpowiedzialność na swoje barki zaczął brać Terrell Gomez, nasz nowy bardzo charyzmatyczny rozgrywający. Na niecałe 7 minut do końca tej części gry Adam Kemp wykorzystał rzut wolny, ustanawiając wynik na 48:76. Było to najwyższe prowadzenie w tym spotkaniu, aż 28 punktów różnicy. Jak się chwile później okazało, Arka nie zważała na to, sukcesywnie dążąc do powrotu. Przebudzenie Alforda, przy pomocy Kamińskiego oraz Gordona sprawiło, że na tablicy po 30 minutach gry widniał wynik 74:91. Teoretycznie bezpieczna przewaga, której nie udało się utrzymać. Tak jak chwile wcześniej początek czwartej kwarty na to nie wskazywał, ponieważ po trafionym rzucie Nowakowskiego zza łuku, mieliśmy 15 punktów przewagi. Jednak gdy spotkanie weszło w decydujące 5 minut, nasi rywale włączyli tryb ultra, co sprawiło, że trafiali niemalże wszystko. Andrzej Pluta nie bał się brać odpowiedzialności na siebie, a to pozwoliło zmniejszyć stratę nawet do 7 punktów na dwie i pół minuty do końca meczu. Gdy ta różnica zmalała do tylko 4 oczek, Marek Łukomski poprosił o czas. Jednak zaraz po nim, fenomenalna obrona Arki wymusiła na nas błąd 24 sekund. Przy życiu od kilku minut utrzymywał nas Cheese, który wjeżdżał pod kosz i wymuszał faule. Wszyscy kibice odczuwali już ogromny stres, ponieważ jeszcze kilka minut temu, ta przewaga była tak duża. Teraz to Arka była na fali wznoszącej. 46 sekund do ostatniej syreny, Alford trafia i mamy 109:112. Na szczęście po naszej stronie fenomenalny mecz do samego końca rozgrywał Tyler, a jego finalne akcje okazały się kluczowe. Najpierw świetnie wjechał z celnym lay-upem, a chwile później był bezbłędny na linii rzutów wolnych. Ostatnie rzuty osobiste Terrella Gomeza wyprowadziły nas na trzypunktowe prowadzenie (115:118). Na sekundę do końca rzut oddał Kenić, ale spudłował. Słychać było ogromny hałas od spadających kamieni z serca wszystkich kibiców, po takiej końcówce Sokół odnosi trzecie zwycięstwo w sezonie!

Udane zakończenie wyjazdowej serii

Po dwóch zwycięstwach u siebie z Czarnymi Słupsk oraz ze Stalą Ostrów Wielkopolski apetyty znacznie wzrosły. Jednak na horyzoncie była seria wyjazdów, podczas której nie było łatwych zadań. Porażka z Legią, potem przygody w Toruniu i ostatni przegrany mecz z Treflem. Spotkanie z Arką było idealną możliwością na przełamanie tej złej serii. Dziś najważniejszą postacią naszej ekipy był niezastąpiony Tyler Cheese, który zdobył aż 40 punktów. To wszystko udało mu się zrobić na niebywałym procencie skuteczności z gry (68%). W dodatku trafił 6 „trójek” i dołożył do tego 4 asysty, bez wątpienia król parkietu. Z dobrej strony pokazali się również Gomez (22 punkty oraz 5 asyst), ale również nasz podkoszowy Adam Kemp (19 punktów). Warto też dziś podkreślić dziś dobrą dyspozycję kapitana, ponieważ Janis był blisko double-double (13 punktów i 9 asyst). Wszystko dobre, co dobrze się kończy, lecz na pewno musimy wyciągnąć wnioski z tego spotkania, ponieważ sytuacja, kiedy roztrwania się 28 punktów przewagi, nie powinna mieć miejsca. Niemniej Sokół w końcu tryumfuje na wyjeździe, a to również motywuje przed następnym starciem domowym. Już 15 grudnia do Łańcuta zawita bowiem Dąbrowa Górnicza.

Okiem trenera

Mamy kolejne zwycięstwo, cieszymy się z tego. W czwartej kwarcie był taki moment, że Alford lub ktokolwiek by rzucał, trafiłby wszystko. Zwycięstwa się nie sądzi, walczymy dalej. Tę wygraną dedykujemy naszym kibicom, którzy na pewno dopiszą teraz na domowym spotkaniu. Czekaliśmy na taki mecz, kiedy zaczniemy trafiać za 3 punkty. Po obu stronach były świetne procent, cieszę się, że to przełamanie zza łuku przyszło w tak istotnym meczu – podsumował Marek Łukomski.

Rekordowe spotkanie

Zdjęcie WhatsApp 2023-12-05 o 18.44.11_a59fb9f6

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: GET RICH OR DIE TRYIN’!

Wyjazdowa seria Sokoła nie przebiega po myśli zawodników, ani sztabu trenerskiego. Teraz przed nami mecz o cztery punkty, ponieważ czeka nas kolejna podróż na drugi koniec Polski, tym razem do Gdyni. Arka też ma swoje problemy, a Muszynianka Domelo Sokół Łańcut potrzebuje stabilizacji w grze. Idealnym mikołajkowym prezentem dla kibiców byłaby walka do samego końca oraz wielki końcowy tryumf.

Kolejny daleki wyjazd Sokoła

Bez wątpienia ostatnie dni to także wyzwanie dla naszego zespołu, ponieważ mecz rozgrywany w sobotę dał się we znaki na parkiecie, a już kilka dni później przychodzi czas na ponowną rywalizację. Warto też zaznaczyć, że znów to będzie daleki wyjazd, a więc zawodnicy na pewno odczują kilometry, choć zważając na ich profesjonalizm, wierzymy, że środowy mecz pozwoli cieszyć się ze zwycięstwa. Starcie w Sopocie rozpoczęło się w bardzo przyjaznej atmosferze, a obie ekipy przekazały sobie prezenty z okazji zbliżającego się 6 grudnia. Początek pojedynku pokazał, że Sokoły trochę zaspały, ponieważ Trefl bardzo szybko zbudował sobie przewagę nawet 15-punktową. Na szczęście pokazujący klasę w swoim debiucie Terrell Gomez trafiał zza łuku jak opętany, dzięki czemu pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 51:50. Niestety mimo walki przez pierwsze minuty w trzeciej kwarcie gospodarze bardzo szybko i sprawnie odjechali z punktami, czego nie udało się zniwelować do samego końca. Do przerwy mogliśmy sądzić, że dziś walka będzie do ostatniej syreny, jednak Trefl pokazał, że jego twarda jak stal obrona na całym parkiecie jest ciężka do sforsowania. Na pewno na plus zapiszemy pierwszy występ naszego nowego rozgrywającego, który przywrócił skuteczność za trzy, ponieważ sam w ostatecznym rozrachunku trafił aż 7 „trójek”. Mało czasu na odpoczynek oraz regenerację nie zniechęca naszych Sokołów, którzy jadą do Gdyni z wiarą w zwycięstwo. Najlepszym prezentem na Mikołajki byłaby walka do końca, zwieńczona zwycięstwem.

To był mój pierwszy mecz w lidze, taki znak na pobudkę dla drużyny, to też był mój pierwszy występ od miesiąca. Cały czas wywierali dużą presję. Ja na kolejne spotkanie będę zdecydowanie lepiej przygotowany. Jestem też bardzo podekscytowany tym wszystkim, a w dodatku też wiem, że nasza drużyna w końcu znajdzie swój odpowiedni kierunek – powiedział po meczu Gomez po starciu w Sopocie.

FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 058sport.pl

Z obozu rywala

Bez wątpienia czeka nas walka o cztery punkty, czego dowodem jest pozycja w tabeli naszego środowego rywala. Sokół zajmuje po 11 meczach ostatnie miejsce, natomiast Arka, rozgrywając jedno spotkanie mniej, jest tylko lokatę wyżej. Jak do tej pory zdołali trzykrotnie odnosić zwycięstwo, lecz początek sezonu nie był dla nich zbyt udany. Wszystko rozpoczęli od wyjazdowego zwycięstwa w Gliwicach, jednak później przyszła seria 5 porażek z rzędu. To wszystko sprawiło, że zespół prowadzony przez Wojciecha Bychawskiego przez dłuższy okres utrzymywał się na ostatnich pozycjach w lidze. Zdecydowanie listopad to będzie miesiąc, który Arka uzna za naprawdę udany, ponieważ odnieśli dwa ważne zwycięstwa z Toruniem oraz Zieloną Górą (bilans w tym miesiącu dwa zwycięstwa i dwie porażki). Klub z Gdyni miał swoje problemy w postaci odejścia jednego z liderów, a więc Przemysława Żołnierewicza, dlatego był mus pozyskania nowego gracza. Wybór padł na Bryce’a Alforda, który rozegrał już 2 spotkania, a także ma już za sobą grę w Polsce. Zarówno dla nas, jak i dla naszych rywali to bardzo istotne spotkanie. Arka będzie podwójnie zmotywowana po tym, jak niespełna tydzień temu wygrała u siebie z Zastalem 86:81. Co po tym meczu powiedział Wojciech Bychawski?

Cieszę się, że po dobrym początku i sporo słabszej drugiej części gry udało nam się wyciągnąć w końcówce zwycięstwo. Puentą tego spotkania, tego projektu, tego co robimy, są dwa rzuty wolne w końcówce 17-letniego Kuby Szumerta [skończył 18 lat 4 grudnia] Po to pracujemy, aby budować drużynę, aby wprowadzać tych zawodników, ale też dawać ludziom radość, dlatego warto wierzyć i nam kibicować – podsumował trener.

Ostatnie wyniki Arki:

Arka Gdynia – Zastal 86:81

Arka Gdynia – Trefl Sopot 72:92

Start Lublin – Arka Gdynia 98:88

Arka Gdynia – Twarde Pierniki Toruń 83:79

Legia Warszawa – Arka Gdynia 87:67

Sokół wie, jak wygrywać w z Arką

Ostatni sezon pokazał nam, że obie ekipy są na bardzo wyrównanym poziomie. Świadczyła o tym również kolejność w tabeli, ponieważ po rozegraniu 30 spotkań, zarówno Sokół, jak i Arka mieli na swoim koncie 11 zwycięstw oraz 19 porażek. To dało 12. i 10. miejsce na koniec sezonu PLK. Bez wątpienia jeśli spojrzymy na bezpośrednie starcia, to wniosek nasuwa się jeden – wygrywali gospodarze. Pierwsze spotkanie odbyło się ponad rok temu na hali MOSiR w Łańcucie i to gracze Marka Łukomskiego odnieśli zwycięstwo 85:74. Wówczas na parkiecie dominował duet Sanders&Spencer. Razem zdołali zdobyć aż 46 punktów. Z dobrej strony pokazał się również Mateusz Szczypiński, który kończył ten mecz z double-double na koncie (12 punktów, 11 zbiórek). Kolejne spotkanie miało już miejsce oczywiście w 2023 roku, a wyjazd do Gdyni nie zakończył się udanie. Przez większość tamtego starcia Sokół odrabiał straty, co w końcówce udało mu się to zrobić. Tuż przed końcem na tablicy wyników widniało 81:81, lecz ostatni cios należał do Arki. Po końcowej syrenie to gospodarze triumfowali 84:81. W meczu rewanżowym znów dobrze pokazywał się Sanders, ale też w bardzo dobrym stylu prezentował się Adam Kemp (12 punktów i 14 zbiórek). Rywalizacja w ostatnich rozgrywkach jest jedynie zwiastunem tego, że również teraz musimy nastawić się na walkę do końcowej syreny. Jednak nie mamy nic przeciwko, aby wbrew zmaganiom w sezonie 22/23, teraz Sokół przełamał Arkę na ich własnym terenie.

majstal

Arka pod kątem statystyk

55,1% – z taką skutecznością gracze Bychawskiego trafiają za 2,

32,6% – nasi środowi rywale znacznie lepiej od Sokoła (24,4%) radzą sobie zza łuku,

35.6 – średnia liczba zbiórek na spotkanie, dopiero 14. wynik w lidze,

5.5 – Arka jest najsłabiej przechwytującą drużyną w lidze,

44,4% – to skuteczność, z jaką Kacper Gordon trafia „trójki” w tym sezonie,

Na kogo musimy uważać?

Andrzej Pluta

foto: PLK.PL

Rozgrywający, 190 cm wzrostu, 23 lata, 19.3 punktów na spotkanie

Młody zawodnik ma za sobą bogatą i ciekawą przeszłość. W 2014 roku wyjechał do Hiszpanii, by tam szlifować swoją grę w Estudiantes Madryt, a także w Betisie Sewilla. W Polsce reprezentował barwy klubów z Włocławka oraz Bydgoszczy. Ostatnio występował w Treflu Sopot, gdzie zdobywał średnio 7,8 punktu na mecz. W tym sezonie potrafił rzucić 32 punkty przeciwko Startowi Lublin, a po jego świetnej grze z Zastalem, otrzymał nagrodę MVP tygodnia.

Bryce Alford

foto: PLK.PL

Rozgrywający/rzucający, 188 cm wzrostu, 28 lat, 18.5 punktów na spotkanie (2 rozegrane).

Tak jak pisaliśmy wyżej Bryce przyszedł do klubu z Gdyni wskutek odejścia Przemysława Żołnierewicza. Bryce grał już w Polsce, dokładnie w Zielonej Górze, gdzie zdobywał średnio po 14 punktów na spotkanie. Po trzymiesięcznej przygodzie w czeskich Pardubicach, zawitał ponownie do PLK. Rozegrał dwa mecze, lecz zdołał pokazać, jak wiele będzie mógł wnieść do drużyny.

Adrian Bogucki

foto: PLK.PL

Środkowy, 215 cm wzrostu, 24 lata, 14.5 punktów na spotkanie

To już kolejny, trzeci, sezon Adriana w Gdyni, ale jak na razie zdecydowanie najlepszy. Nie tylko trafia na ponad 60% z gry, ale również ma prawie 9 zbiórek na spotkanie. W swojej karierze występował także w Anwilu Włocławek, ale również rozegrał trochę spotkań na Podkarpaciu, w barwach Miasta Szkła Krosno.

Sopot, 02.12.2023
EKSTRAKLASA PLK KOSZYKOWKA MEZCZYZN MECZ Trefl Sopot - Sokol Lancut 
POLISH BASKETBALL LEAGUE GAME Trefl Sopot - Sokol Lancut
NZ Paul Scruggs , 
FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 058sport.pl

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: ZIMA ZASKOCZYŁA SOKÓŁ W SOPOCIE. TERMOMETR POKAZAŁ -16.

Niestety kolejne spotkanie wyjazdowe nie zakończyło się po naszej myśli i Muszynianka Domelo Sokół Łańcut wraca z Sopotu bez wygranej. Zadanie jak i rywal od samego początku wydawało się bardzo trudne, w dodatku po kilku treningach w meczu debiutował Terrell Gomez. Przed Sokołami jeszcze jedna bardzo ważna podróż, już w środę zagramy z Arką Gdynia.

Kolejny mecz i nowa postać w drużynie

Sokół jechał do Sopotu z nowym rozgrywającym, który dołączył do zespołu kilka dni temu. Terrell Gomez to zdecydowanie inny zawodnik niż Corey Sanders i doskonale wiedział o tym Marek Łukomski. W pełnym składzie drużyna odbyła kilka treningów, sam Terrell miał cztery jednostki z zespołem. Do gry wrócił Mateusz Szczypiński, ale również Tyler Cheese, którzy mieli chwilę przerwy po ostatnim spotkaniu. Pewnego rodzaju atutem Sokołów była świeżość wniesiona przez nowego rozgrywającego. Sam Trefl miał nie lada wyzwanie, ponieważ ciężko było się przygotować pod nieznanego w Polsce zawodnika, który jeszcze w PLK nie występował. Niestety w tym spotkaniu nie mógł wystąpić Kacper Młynarski, ponieważ zapalenie oskrzeli dało się mocno we znaki, a sztab nie mógł ryzykować. Pełni nadziei oraz ambicji gracze Sokoła wyruszyli w podróż przez cały kraj. Walki oraz zaangażowania nie zabrakło, jednak będąca w świetnej formie drużyna Trefla, odniosła końcowy tryumf 94:78. Jak to się wszystko rozpoczęło?

Ciężki początek

Pierwsza akcja meczu należała do Sokoła i momentalnie Biram Faye zamienił podanie Tylera Cheese’a na punkty. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Tyler znalazł się w wyjściowej piątce, czego nie oglądaliśmy od trzeciej kolejki. Późniejsze kilka minut należało zdecydowanie do gospodarzy, a w szczególności do Besta. Na dwie minut przed końcem rozpoczynającej kwarty Trefl Sopot prowadził aż 23:8. Na pewno większość kibiców miała przed oczami powtórkę starcia ze Spójnią Stargard, ale na nasze szczęście Sokoły dość szybko zdołały się podnieść. Duża zasługa w tym samego Terrella Gomeza, który na koniec tej części doskonale trafiał zza łuku. Przewaga nieco stopniała, jednak ciągle mieliśmy co odrabiać, ponieważ po 10 minutach na tablicy wyników widniało 29:17. Druga kwarta to najlepsza część jeżeli chodzi o poczynania drużyny Marka Łukomskiego. Ze znakomitej skuteczności nie zszedł Gomez i znów zaskoczył rywala z dystansu. Lada moment do gry włączył się Tyler Cheese. Żelazna obrona oraz parcie do przodu sprawiło, że na 3 minuty i 40 sekund do końca przewaga zmalała już tylko do trzech oczek, co bardzo mocno motywowało drużynę, by dalej walczyć. Kolejne świetne akcje zbliżyły nas jedynie na punkt, a ostatnia akcja to popis umiejętności naszego nowego rozgrywającego. Izolacja na ostatnie sekundy i bardzo ciężki rzut za 3 punkty sprawił, że zawodnicy schodzili na przerwę przy wyniku 51:50.

Druga połowa do zapomnienia

Na następne dwie kwarty wszyscy kibice zacierali ręce, szczególnie po tej imponującej końcówce pierwszej połowy. W dodatku warto zaznaczyć, że tuż po gwizdku Adam Kemp wyprowadził nas na prowadzenie 51:52. Nadzieje zdecydowanie rosły z każdą taką akcją. Niestety przez następne kilka minut gospodarze zaliczyli serię punktową 9:0, przez co znów sprawili, że przewaga znikąd urosła do 8 oczek. Tyler Cheese pokazał w tamtym momencie, że Sokół wcale nie zamierza się poddawać, jego skuteczne akcje sprawiły, że na dwie minuty i trzydzieści sekund do końca trzeciej kwarty, było jedynie 2 punkty straty. Jednak po tym okresie Jakub Schenk dał się nam we znaki, przez co wynik po 30 minutach wynosił 72:62. Trefl po krótkiej przerwie wcale nie chciał się zatrzymywać i już chwile potem ta przewaga urosła do 14 punktów. Nie byliśmy już w stanie tego odrobić, ponieważ gospodarze byli dziś świetnie dysponowani, a ich bardzo szybka i dynamiczna gra sprawiała, że różnica punktowa była nie do zniwelowania. Na ostatnie akcje swoje minuty otrzymali również rezerwowi, co jest związane z kolejnym meczem, który odbędzie się już w środę. Ostatecznie Trefl odniósł swoje szóste zwycięstwo z rzędu, a Sokół czeka na kolejne wyzwanie.

FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 058sport.pl

Gomez pokazał, co potrafi

Musimy zajrzeć również w statystyki, aby lepiej ocenić to, co dziś się działo na Ergo Arenie w Sopocie. Na pewno pierwsze co rzuca się w oczy, to 30% zza łuku, co niestety było rzadko widywane w ostatnich spotkaniach. Sokół rzucił 10 trójek, jednak aż 7 z nich trafił Terrell Gomez. Jego pierwsze spotkanie w PLK i od razu melduje się z 24 punktami na koncie. Całe spotkanie zakończył z 47% z gry (7/14 zza łuku). Dziś było za dużo niewymuszonych błędów oraz strat, których mieliśmy 22 w całym spotkaniu. Do tego Trefl pokazał, jak doskonale dzieli się piłką (aż 24 asysty do 10 naszych). Na pewno od samego początku było widać, że Terrell Gomez jest innym zawodnikiem, niż był Corey Sanders. Musimy na to zważać, ponieważ teraz potrzeba chwili, aby móc zgrać całą ekipę. Marek Łukomski jest świadomy, że już w środę bardzo ciężki i kolejny daleki wyjazd. Starcie z Arką Gdynia to mecz za 4 punkty, dlatego liczymy, że po wszystkich roszadach i zawirowaniach ostatnich tygodni, w końcu wyjdzie słońce. Początek ostatniego sezonu nie zwiastował tak dobrej drugiej połowy, liczymy, że po ostatnich zmianach również na parkiecie zacznie się wszystko układać.

FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 058sport.pl

Okiem trenera po spotkaniu

niestety, ale to, czego się obawialiśmy, a więc bardzo agresywna obrona Trefla, wymusiła na nas straty. Kilka rzeczy, które sobie przed meczem zakładaliśmy, nie zadziałało tak, jak powinno, dlatego też Trefl dziś wygrał to spotkanie. W czwartej kwarcie, gdy ta przewaga utrzymywała się na poziomie 14/16 punktów, rezerwowi dostali swoją szansę. Mamy bardzo ważny mecz w Gdyni i musimy powalczyć o zwycięstwo w spotkaniu za cztery punkty – powiedział na pomeczowej konferencji Marek Łukomski.

Zdjęcie WhatsApp 2023-12-01 o 19.51.55_0749c528

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: TO MUSI BYĆ DOBRY DZIEŃ!

Ostatnie spotkanie mocno dało w kość całej drużynie Muszynianka Domelo Sokoła Łańcut, jednak teraz kolejna szansa na odbudowanie własnej formy. Kilka kluczowych zmian, nowa twarz oraz nowa świeżość powinna zapewnić kibicom wielkie emocje w Sopocie. Kolejny rywalem będzie bowiem Trefl, który w tym sezonie pokazuje się z bardzo dobrej strony, a w dodatku wygrał cztery ostatnie spotkania z rzędu. Przed Sokołami ciężkie wyzwanie, lecz na pewno nie obejdzie się bez walki na parkiecie.

Totalny rollercoaster w ostatnim tygodniu

Każdy, kto oglądał ostatni mecz Sokoła przeciwko Twardym Piernikom Toruń, jest świadomy, jak wiele rzeczy się wydarzyło. Tuż przed spotkaniem licencja zawodnicza Coreya Sandersa została zawieszona, natomiast chwile później rozwiązano jego kontrakt z klubem. Niestety to był dopiero początek naszego pecha. Mecz rozpoczynał w pierwszej piątce Marcin Nowakowski, co stanowiło naturalne uzupełnienie po Sandersie. Bardzo dobry i optymistyczny początek dał wiarę, że to może w Toruniu odniesiemy swoje trzecie zwycięstwo w tym sezonie. Niestety jak się okazało dość szybko, gry nie mogli kontynuować Tyler Cheese oraz Mateusz Szczypiński. Mimo prób oraz starań, Marek Łukomski miał jedynie sześciu zawodników do dyspozycji. W tak wąskiej rotacji ciężko jest rywalizować jak równy z równym, a jeszcze ciężej marzyć o wygranej. Twarde Pierniki Toruń konsekwentnie realizowały swoje założenia, a nasze problemy stanowiły dla nich przewagę, którą ostatecznie wykorzystały. Po czterdziestu minutach walki na toruńskiej hali, gospodarze cieszyli się z końcowego tryumfu wynikiem 81:69. Co po tym spotkaniu powiedział nasz szkoleniowiec?

Z czterech kozłujących zawodników, aż trzech nie mogło grać. Wszystko spadło na Marcina Nowakowskiego, który szarpał i robił, co mógł. To jednak nie było łatwe, kiedy musi grać cały mecz, a przeciwko niemu ciągła rotacja i nacisk. Kontuzjowani zawodnicy, gdy byli na parkiecie walczyli nie o piłkę, lecz by przetrwać kolejne sekundy z bólem. Tak to nie mogło wyglądać, a my musieliśmy brać pod uwagę to, że jeśli będą kontynuować, to z niewielkiego urazu zrobi się nagle miesiąc przerwy – odpowiadał na pytania dziennikarzy Marek Łukomski.

Niespełna trzy dni temu naszym nowym rozgrywającym został Terrell Gomez, który uzupełnił lukę po Sandersie. Zdecydowanie inny typ zawodnika, jednak wszyscy liczą, że z marszu stanie się ważną częścią naszej drużyny. Przed nim dwa mecze wyjazdowe, a potem debiut przed własnymi kibicami.

Z obozu rywala

Trefl zdecydowanie miał swoje problemy na początku tego sezonu, co większość kibiców polskiego basketu na pewno odnotowała. Ich pierwsze dwa spotkania kończyły się porażkami, kolejno z Anwilem Włocławek oraz ze Startem Lublin. Okres przygotowawczy przepracowany bez swoich dwóch podstawowych zawodników (Jarosława Zyskowskiego oraz Mikołaja Witlińskiego) odbił się na całej drużynie. Mimo kolejnych dwóch wygranych meczów z Zastalem oraz Dzikami, ich forma wcale się nie ustabilizowała. Po sześciu rozegranych kolejkach nasz jutrzejszy rywal, miał na koncie tylko dwa zwycięstwa oraz cztery porażki. Przełamanie na dobre nastąpiło w wyjazdowym starciu w Ostrowie. Od czterech kolejek Trefl jest niepokonany, w dodatku często dominuje rywali. Konsekwencją tego jest 16 punktów na koncie oraz 6 pozycja w tabeli. Duży wpływ na taki obrót spraw miał powrót do zespołu po 11 latach Jakuba Schenka, który bardzo mocno wzbogacił rotację trenera Żana Tabaka. Każde kolejne zwycięstwo było sporym kopem motywacyjnym, dzięki czemu nasi najbliżsi rywale są w bardzo dobrych nastrojach. Warto też podkreślić, że Trefl starciem przeciwko Sokołowi rozpocznie swoją serię trzech domowych spotkań. Jednak jak możemy dowiedzieć się z ich obozu, wcale nie lekceważą naszego zespołu i czekają na kolejne sportowe wyzwanie:

Uważam, że Trefl teraz to dużo lepszy zespół niż ten sprzed kilku tygodni. Zwycięstwa budują drużynę. Dobra atmosfera była cały czas, ale na wyniki wpływały inne czynniki. Wyciągnęliśmy wnioski. Z każdym spotkaniem rośniemy jako zespół. Aktualnie skupiamy się na najbliższym przeciwniku. Sokół ma swoje problemy, właśnie dołączył do nich nowy rozgrywający, więc rywale będą chcieli wygrać, by jak najszybciej odbić się od dna tabeli – powiedział Szymon Tomczak dla portalu trójmiasto.pl

majstal

Wyniki w ostatnich spotkaniach:

Arka Gdynia – Trefl Sopot 72:92

Twarde Pierniki Toruń – Trefl Sopot 69:80

Trefl Sopot – Legia Warszawa 77:69

Stal Ostrów Wlkp. – Trefl Sopot 70:71

Spójnia Stargard – Trefl Sopot 80:73

Sokół znalazł patent na Trefla, czy uda się to powtórzyć?

W ostatnim sezonie obie drużyny mierzyły się oczywiście dwukrotnie, a pierwsze spotkanie miało miejsce w Sopocie. Na ciężkim terenie rywala podopieczni Marka Łukomskiego nie byli w stanie wiele zdziałać, ponieważ w końcowym rozrachunku przegrali tamten mecz 83:68. Grę naszego zespołu prowadzili wówczas Corey Sanders (22 punkty) oraz Spencer (17 oczek). Końcówka należała jednak do gospodarzy, dzięki czemu odnieśli zwycięstwo. W kwietniu Trefl przyjechał do naszej hali z nadziejami na kolejne ligowe zwycięstwo, lecz nie osiągnęli tego celu. Wówczas Sokoły niesione przez swoich kibiców zdołały wygrać 81:74, a liderem na parkiecie był James Eads (26 punktów). Warto podkreślić, że wtedy ekipa z Łańcuta potrafiła rzucić 9 trójek na poziomie 39%, co liczymy, że powtórzy się także teraz. Zdecydowanie w ostatnim sezonie to gospodarze wiedli prym w tych pojedynkach, jednak kibice nie mają nic przeciwko, aby jutro odstąpić od tej reguły.

Sokół Łańcut – Trefl Sopot 81:74

Trefl Sopot – Sokół Łańcut 83:68

Na kogo musimy uważać?

Jarosław Zyskowski

Niski skrzydłowy, 31 lat, 203 cm wzrostu, 13.1 punktu na spotkanie

Na pewno nie trzeba przedstawiać tej postaci w polskim baskecie, ponieważ Jarosław Zyskowski dał się poznać nie tylko w PLK, ale również w reprezentacji naszego kraju. W 2022 roku podpisał trzyletni kontrakt z Treflem Sopot i bez wątpienia jego transfer został okrzyknięty mianem „hitowego”. W swojej karierze reprezentował barwy m.in. Zastalu, Anwilu, Rosy Radom, czy Polskiego Cukru Toruń. Swój najlepszy, niepełny, sezon (2019/20) rozegrał w Zielonej Górze, kiedy w 22 meczach, zdobywał średnio 15.7 punktu na mecz.

Jakub Schenk

Rozgrywający, 29 lat, 184 cm wzrostu, 12.3 punktu na spotkanie

Ten sezon Jakub rozpoczynał w barwach Anwilu Włocławek, gdzie podpisał dwumiesięczny kontrakt, pod nieobecność Kamila Łączyńskiego. Zdołał wystąpić w sześciu ligowych spotkaniach (w tym przeciwko Sokołowi). Po wypełnieniu umowy klub oraz zawodnik nie przedłużyli współpracy i mimo starań wielu klubów, Schenk trafił do Trefla Sopot. Po jedenastu latach wrócił do Sopotu, gdzie stawiał pierwsze kroki w młodzieżowych zespołach. W ostatnim sezonie grał w Słupsku, gdzie w 23 meczach zdobywał średnio po 12.2 punktów.

Andy Van Vliet

Środkowy, 28 lat, 213 cm wzrostu, 12.3 punktu na spotkanie oraz 6.4 zbiórki

Podkoszowy zawodnik pochodzący z Belgii ostatnie dwa lata spędził w Bnei Herzelia, w lidze izraelskiej. Zdobywał wówczas średnio 9.7 punktu na mecz, dokładając do tego jeszcze 6.3 zbiórki. Ma za sobą przygodę w Stanach Zjednoczonych, gdzie w lidze akademickiej NCAA reprezentował m.in. Wisconsin. W tym sezonie stanowi o sile podkoszowej Trefla.

Trefl pod kątem statystycznym

82.3 – liczba punktów zdobywana przez drużynę Żana Tabaka,

34,9% – skuteczność za 3 punkty, która jest dużo wyższa od zawodników Sokoła

68,8% – celność rzutów wolnych nie jest mocną stroną Trefla

39 – tyle zbiórek na mecz zbierają gracze Sopotu, co jest drugim najlepszym wynikiem w lidze

11.6 – zbiórki ofensywne, świetnie radzą sobie pod koszem rywala.