Domelo Sokol Lancut DSC_6504_

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: LOVE IS IN THE AIR

Sokół po kapitalnej walce do samego końca podnosi się po serii porażek, a pierwsze zwycięstwo w tym sezonie staje się faktem. Hala MOSiR w Łańcucie wybuchła w euforii radości po ostatniej syrenie, lecz nie ma co się dziwić, podopieczni Marka Łukomskiego zdobyli aż 34 punkty w samej czwartej kwarcie, tym samym przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść wynikiem 88:74. Grupa Sierleccy Czarni Słupsk mimo starań nie była w stanie tego dnia powstrzymać Sokoła.

W powietrzu unosiła się wiara w zwycięstwo

Przed starciem jasnym było, że dziś w roli faworyta meczu rozgrywanego w Łańcucie, będą przyjezdni ze Słupska. Co prawda mocno odczuli spotkanie z Twardymi Piernikami Toruń w przedostatniej kolejce, lecz zdołali się w świetnym stylu podnieść tuż po nim, wygrywając bardzo ciężką przeprawę w Sopocie. Z drugiej strony niecierpliwość kibiców w Łańcucie rosła z meczu na mecz, Sokół ciągle pozostawał bez zwycięstwa. Czarni Słupsk przyjeżdżali na Podkarpacie z bilansem 2 zwycięstw i 3 porażek, lecz to nie była równa i powtarzalna dyspozycja. Okazja na pierwsze zwycięstwo jak najbardziej istniała, a dodając fakt hali MOSiR wypełnionej po brzegi, wszyscy myśleliśmy tak samo – dziś pierwsze zwycięstwo Sokoła. Mimo że pięć porażek mocno wpływa na podejście mentalne zawodników, to szatnia mówiła jasno, że wychodzą walczyć, a z kibicami wygrana jest jak najbardziej w zasięgu.

Punkt za punkt, ale skuteczności za wiele nie było

Początek tego spotkania potwierdzał jedynie tezę, że nie obejdzie się bez walki. Pierwsza kwarta i wymiana za wymianę, co sprawiało, że wynik utrzymywał się naprawdę blisko. Jednak tutaj musimy zaznaczyć, że skuteczność po obu stronach była naprawdę słaba, o czym świadczy wynik pierwszych 10 minut, 9:13 dla przyjezdnych ze Słupska. W spotkanie dobrze wszedł Janis Berznis, a więc kapitan Sokoła, który dołożył cenne 4 punkty po początkowej syrenie. Mimo że kolejną odsłonę rozpoczęła trójka Filipa Struskiego, to nie zobaczyliśmy poprawy skuteczności z gry, w przypadku obu zespołów. Brak celności w rzutach oraz ciągłe pudła obrazuje liczba trafionych trójek w pierwszej połowie po obu stronach (1/11 Sokoła, 1/9 Czarnych Słupsk). W drugiej kwarcie na lidera gospodarzy wyrósł Correy Sanders, trafiając aż 12 punktów w niespełna 10 minut. Do połowy wynik wynosił 30:32 dla Czarnych Słupsk, lecz to wskazywało, że walki nie zabraknie.

Przerwa zdecydowanie lepiej podziała na gości, ponieważ już po upływie 120 sekund ich przewaga urosła do 8 oczek, za sprawą Kohsa oraz Griciunasa. Mimo iż udało się szybko doprowadzić do wyrównania, to czuć było lekką przewagę w poruszaniu się i pewności gry po stronie ekipy Mantasa Cesnauskisa. Czuli to również kibice, którzy cały czas próbowali wytrącać z równowagi naszych rywali. Taki stan rzeczy potwierdził wynik po 30 minutach gry, 54:58 dla Czarnych.

10-minutowa dominacja, Sokół odleciał rywalowi

To, co wydarzyło się w ostatniej kwarcie, zasługuje na pochwałę dla całej drużyny Marka Łukomskiego. Niemrawy początek momentalnie zamienił się w serię skutecznych akcji, poprzedzonych świetną obroną własnej obręczy. Na 6 minut do końca na parkiecie panował wynik remisowy 66:66, lecz tuż po tym Sokół zdominował swojego rywala, odlatując z wynikiem poza jego zasięg. Gdy zegar wskazywał nieco ponad 200 sekund do końca, Tyler Cheese trafił z narożnika bez wątpienia najważniejszą trójkę w tym spotkaniu. Przewaga urosła do 7 punktów, a czas grał na korzyść Sokoła. Ostatnie minuty to przede wszystkim solidność i ofiarność w obronie, co skutkowało masowymi błędami po stronie rywali. To pozwoliło utrzymać, a nawet powiększyć przewagę pod koniec. W samej czwartej kwarcie zdobyli aż 34 punkty. Ku uciesze, a wręcz euforii kibiców w hali MOSiR w Łańcucie, Sokół wygrał po raz pierwszy w tym sezonie. W końcu cała publiczność mogła oklaskiwać zwycięstwo.

Sanders & Cheeseduet, który w tym sezonie jeszcze sporo zdziała

Zdecydowanie był to przełomowy mecz Correya Sandersa, który zdobył 23 punkty, rozdając do tego jeszcze 7 asyst. Ostatnie spotkania nie pokazywały najlepszej wersji tego gracza, lecz teraz wziął sprawy w swoje ręce. Nie był sam, a skutecznie wspierał go Tyler Cheese, pokazując opanowanie w końcówce, mimo że nie do końca był dziś w formie rzutowej (4/11 z gry). Podtrzymał swoją skuteczność punktową, doliczając do swojego dorobku 20 punktów. Adam Kemp był dziś bliski double-double, lecz brakowało mu skuteczności, pudłując w kilku, wydawałoby się prostych sytuacjach. Na szczęście center pracował jeszcze mocniej pod obręczą, aż 12 razy zbierając piłkę. Warto również wspomnieć o Biramie Faye (10 punktów i 3 zbiórki) oraz Janisie Berzinsie (10 punktów, 8 zbiórek), którzy zarówno broniąc własnego kosza, jak i napierając w ofensywie, przyczynili się do tego zwycięstwa.

Po stronie rywali, mimo 18 oczek na koncie, brakowało w tym starciu Michała Michalaka. Lider w kluczowych momentach nie był w stanie przekuć chęci na czyny. Na wyróżnienie zasłużył natomiast Verners Kohs, ponieważ był w stanie trafić aż 5 trójek, na skuteczności 50%.

Kilka słów okiem trenerów

– Gratulacje dla Sokoła, jak najbardziej zasłużone zwycięstwo, grali bardzo twardą koszykówkę. Prowadziliśmy rytm tego spotkania przez trzy kwarty, ale potem całkowicie straciliśmy kontrolę, podwajanie krycia tam, gdzie nie powinniśmy, niesportowe faule, ale też dużo samolubnej gry. Jeśli będziemy tak grać, nie zajdziemy daleko – podsumował występ swojej drużyny Mantas Cesnauskis

Ciężki dla nas gatunkowo mecz, początek był dla nas ospały, nie mogliśmy złapać rytmu. Jednak im dalej w las, tym grało nam się zdecydowanie lepiej. Poprawiliśmy zdecydowanie grę w obronie, myślę że zasłużyliśmy dziś, by wygrać. 34 punkty w ostatniej kwarcie pokazują, że zawodnicy podeszli do tego starcia z wiarą w zwycięstwo. Od początku czwartej odsłony było widać, że jest u nas energia. Dziękujemy kibicom, którzy dziś zgotowali piekło dla rywala, a nas wspomogli, nie ma klubu bez fanów – powiedział na konferencji Marek Łukomski

majstal

Pierwsze zwycięstwo stało się faktem

Po pięciu porażkach z rzędu Sokół przełamuje się na własnym parkiecie, przy własnych kibicach. Mecz niezwykle ciężki, lecz chęć przerwania pechowej serii pokazała się w postaci 34 punktów w samej czwartej kwarcie. Teraz przed Sokołem dwa starcia domowe, więc okazja, by podtrzymać zwycięską passę. Za tydzień w niedzielę do Łańcuta zawita PGE Spójnia Stargard, natomiast kilka dni później, bo już w czwartek, podopieczni Marka Łukomskiego podejmą Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski. Liczymy, że wygrana z Czarnymi Słupsk rozpocznie serię wygranych, a przede wszystkim serię, która poprawi bilans w ligowej tabeli.

Sokół Łańcut: Sanders 23, Cheese 20, Faye 10, Berzins 10, Kemp 8, Struski 8, Szczypiński 5, Młynarski 4

Czarni Słupsk: Kohs 19, Michalak 18, Griciunas 12, Caffey 7, Wójcik 7, Jankowski 5, Szymkiewicz 4, Teague 2

Zapis Fulsport.pl Studia Przedmeczowego: https://www.youtube.com/watch?v=q7fchJDIV-E

Zapis Konferencji prasowej: https://www.youtube.com/watch?v=UF0iJHvDEdQ

autor: Patryk Popiołek

Leave A Comment

Save my name, email, and website in this browser for the next time I comment.