DSC_4180_wynik

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: FENOMENALNY NWAMU, JEDNAK ANWIL ZA MOCNY

Niestety Muszynianka Domelo Sokół Łańcut nie podołał wyzwaniu we Włocławku. Po słabym starcie nie udało się wrócić do gry i to Anwil zwyciężył 88:71. Ogromnym pozytywem jest występ Ike Nwamu, który zdobył aż 28 punktów. Już w piątek kolejne trudne zadanie, do Łańcuta przyjedzie Start Lublin

Sokół mógł, Anwil musiał

Kiedy wydawało się, że wracamy do zdrowia, kontuzji doznał nasz lider – Tyler Cheese. Ciężko było sobie wyobrazić, jak będzie funkcjonować drużyna bez niego, mimo że roster został wzmocniony i rozbudowany. Ike Nwamu oraz Artur Łabinowicz mieli bardzo trudny sprawdzian w swoim pierwszym meczu w nowym zespole, ponieważ z marszu musieli przeciwstawiać się liderowi rozgrywek. Anwil imponował i nadal imponuje formą, a gdyby tego było mało, tak jak Sokół, do drużyny dołączyło dwóch nowych zawodników – Dimec  Kryzlink. Powstawało pytanie, czy osłabiony brakiem lidera, świeżo wzmocniony skład będzie w stanie rywalizować na wyjeździe? Na pewno zespół, który w sobotę przed południem wyjechał z Łańcuta, zdawał sobie sprawę, że to poniekąd będzie mecz testowy. Jak się później okazało, pierwsza kwarta pogrzebała jakiekolwiek nadzieje, choć musimy podkreślić debiuty Artura oraz Ike, które są niezwykle budujące na przyszłość, choć zacznijmy od początku.

Pierwsza kwarta do zapomnienia

Nie ma co ukrywać, że przed pierwszą syreną zawsze są nadzieje na dobry start, a przecież nie raz ma on kluczowe znaczenie. Tak było i tym razem, jednak w tym negatywnym świetlne, ponieważ gracze Sokoła bardzo szybko chcieliby zapomnieć o pierwszych 10 minutach. Wszystko rozpoczął Luke Petrasek, który zdołał trafić zza łuku. Później, zamiast odpowiedzi, ze strony ekipy z Łańcuta pojawiło się aż trzy faule w przeciągu niespełna 30 sekund. Dopiero po prawie trzech minutach Filip Struski zdołał przełamać niemoc i odpowiedzieć niejako na ofensywę Anwilu. Niestety to były tylko pojedyncze trafienia, bo chwile później gospodarze kompletnie zdominowali. Po akcji 2+1 Ike Nwamu Sokół miał na koncie 5 punktów, by na koniec kwarty powiększyć swój dorobek tylko o 2 oczka (24:7 po 10 minutach). Anwil wiedział, jak wykorzystywać brak skuteczności naszego zespołu, raz po raz powiększając przewagę dzięki Sandersowi, czy debiutującemu dziś Kyzlinkowi. Tutaj nie trzeba zbyt wiele komentować, ponieważ skuteczność z gry na poziomie 3/17, mówi sama za siebie. Po prostu nic nie wpadało, a to była tylko i wyłącznie woda na młyn dla rywali.

Drugą kwartę punktami rozpoczęli nasi debiutanci, zarówno Łabinowicz, jak i Nwamu, który swoją drogą rozkręcił się w tym spotkaniu na dobre. Drużyna z Włocławka ciągle była na fali z pierwszej kwarty, choć warto zaznaczyć, że ich skuteczność wcale nie była porażająca. Po 15 minutach gry przewaga jeszcze wzrosła i wynosiła dokładnie 19 oczek (39:20), lecz nieco później obserwowaliśmy lekki zryw w wykonaniu Sokoła. Terrell Gomez oraz Janis Berzins zdołali zmniejszyć nieco przewagę, a w końcówce popis dał duet Nwamu oraz Łabinowicz. Ich współpraca przy wrzutach nad kosz wyglądała znakomicie, co jest dobrym prognostykiem dla kibiców. Po pierwszej połowie do szatni schodziliśmy ze stratą 13 oczek.

Dobry start po przerwie, lecz Anwil poza zasięgiem

Początek trzeciej kwarty pozwolił wszystkim uwierzyć, że tutaj możliwy jest powrót w tym spotkaniu. Wszystko przez dwie trafione trójki, najpierw przez Struskiego, a później przez Gomeza. Wynik zmniejszył się wówczas tylko na 7 oczek, jednak jak się okazało, to było maksimum, na co było dziś stać nasz zespół. Tutaj widnieje doskonały przykład, jak dobrze działa na zespół udany start, ponieważ w dalszej części tej kwarty, oglądaliśmy wyrównaną grę, dzięki czemu na niecałe 3 minuty do końca wynik wskazywał 57:47. Zdecydowanie z dobrej strony pokazywał się Ike, po którym wcale nie było widać tego, że dopiero we wtorek wylądował w Łańcucie. Po 30 minutach na parkiecie strata wynosiła 16 punktów.

Ostatnia odsłona to znakomite wejścia Łabinowicza – trójka oraz kolejny wsad. Jednak później piłkę praktycznie całkowicie zdominował Nwamu, trafiając zarówno z półdystansu, jak i zza łuku, imponując formą. Tak naprawdę był to taki końcowy pozytyw tego meczu, ale niewiele zmieniło się jeśli chodzi o wynik – Anwil utrzymał przewagę, wygrywając to spotkanie 88:71. Ciężko znów oceniać taki mecz, ponieważ tym razem brakło Tylera Cheese’a (oprócz ciągle kontuzjowanego Birama Faye), dlatego trener Marek Łukomski znów musiał mocno kombinować w składzie. Na pewno forma rzutowa z pierwszej kwarty nie może się więcej powtórzyć. W późniejszym etapie było lepiej, lecz na tle całego spotkania skuteczność wyniosła tylko 38%. Na pewno brak drugiego centra dał nam się we znaki,  Anwil zdominował nas na desce (51 do 36 jeśli chodzi o zbiórki). Nasz sztab ma sporo do analizy, natomiast należy podkreślić, iż nowe twarze pokazały się z bardzo dobrej strony, ponieważ Artur Łabinowicz zdobył 14 punktów, a Ike Nwamu aż 28 oczek.

Okiem trenera

– Zdawaliśmy sobie sprawę, że Anwil na pewno będzie chciał wyjść bardzo agresywnie, tak, jak w pierwszym meczu. Drużyna gospodarzy zdominowała nas od samego początku, mieliśmy nietrafione rzuty spod kosza, ale także z lini osobistych. W drugiej połowie były momenty, kiedy graliśmy lepiej, choć to zdecydowanie była taka szarpana gra. Proces adaptacji zawodników musi potrwać, będzie on występował tak samo u nas, jak i na przykład w zespole Anwilu. Teraz musimy się skupić na naszym kolejnym wyzwaniu w domu – powiedział po meczu Marek Łukomski

Już w piątek kolejny mecz domowy

Sokół przegrał kolejne spotkanie w tym sezonie, jednak raczej każdy kibic zdawał sobie sprawę, gdzie jedziemy. Zważając na nasze problemy zdrowotne oraz niesamowita formę Anwilu, porażka po prostu wchodziła w rachubę. Ważne jest, aby teraz wyciągnąć wnioski i bardzo szybko wprowadzić je w życie. 28 punktów Ike oraz 14 oczek Artura pokazują, że czują się dobrze w naszej drużynie, co stanowi duży pozytyw. Oczywiście liczymy, że to dopiero początek ich dobrych występów. Przed nami jeszcze prawie cała druga runda i bardzo istotne spotkania. Już za kilka dni do Łańcuta przyjedzie Start Lublin. Istnieje bardzo duża szansa, że Marek Łukomski będzie miał pełna kadrę do dyspozycji, co zwiekszy szanse na zwycięstwo. Pozostaje tylko zacisnąć zęby i nadal starać się o poprawę bilansu.

Leave A Comment

Save my name, email, and website in this browser for the next time I comment.