SOKOLIM OKIEM NA MECZ: TO MUSI BYĆ DOBRY DZIEŃ!

Ostatnie spotkanie mocno dało w kość całej drużynie Muszynianka Domelo Sokoła Łańcut, jednak teraz kolejna szansa na odbudowanie własnej formy. Kilka kluczowych zmian, nowa twarz oraz nowa świeżość powinna zapewnić kibicom wielkie emocje w Sopocie. Kolejny rywalem będzie bowiem Trefl, który w tym sezonie pokazuje się z bardzo dobrej strony, a w dodatku wygrał cztery ostatnie spotkania z rzędu. Przed Sokołami ciężkie wyzwanie, lecz na pewno nie obejdzie się bez walki na parkiecie.

Totalny rollercoaster w ostatnim tygodniu

Każdy, kto oglądał ostatni mecz Sokoła przeciwko Twardym Piernikom Toruń, jest świadomy, jak wiele rzeczy się wydarzyło. Tuż przed spotkaniem licencja zawodnicza Coreya Sandersa została zawieszona, natomiast chwile później rozwiązano jego kontrakt z klubem. Niestety to był dopiero początek naszego pecha. Mecz rozpoczynał w pierwszej piątce Marcin Nowakowski, co stanowiło naturalne uzupełnienie po Sandersie. Bardzo dobry i optymistyczny początek dał wiarę, że to może w Toruniu odniesiemy swoje trzecie zwycięstwo w tym sezonie. Niestety jak się okazało dość szybko, gry nie mogli kontynuować Tyler Cheese oraz Mateusz Szczypiński. Mimo prób oraz starań, Marek Łukomski miał jedynie sześciu zawodników do dyspozycji. W tak wąskiej rotacji ciężko jest rywalizować jak równy z równym, a jeszcze ciężej marzyć o wygranej. Twarde Pierniki Toruń konsekwentnie realizowały swoje założenia, a nasze problemy stanowiły dla nich przewagę, którą ostatecznie wykorzystały. Po czterdziestu minutach walki na toruńskiej hali, gospodarze cieszyli się z końcowego tryumfu wynikiem 81:69. Co po tym spotkaniu powiedział nasz szkoleniowiec?

Z czterech kozłujących zawodników, aż trzech nie mogło grać. Wszystko spadło na Marcina Nowakowskiego, który szarpał i robił, co mógł. To jednak nie było łatwe, kiedy musi grać cały mecz, a przeciwko niemu ciągła rotacja i nacisk. Kontuzjowani zawodnicy, gdy byli na parkiecie walczyli nie o piłkę, lecz by przetrwać kolejne sekundy z bólem. Tak to nie mogło wyglądać, a my musieliśmy brać pod uwagę to, że jeśli będą kontynuować, to z niewielkiego urazu zrobi się nagle miesiąc przerwy – odpowiadał na pytania dziennikarzy Marek Łukomski.

Niespełna trzy dni temu naszym nowym rozgrywającym został Terrell Gomez, który uzupełnił lukę po Sandersie. Zdecydowanie inny typ zawodnika, jednak wszyscy liczą, że z marszu stanie się ważną częścią naszej drużyny. Przed nim dwa mecze wyjazdowe, a potem debiut przed własnymi kibicami.

Z obozu rywala

Trefl zdecydowanie miał swoje problemy na początku tego sezonu, co większość kibiców polskiego basketu na pewno odnotowała. Ich pierwsze dwa spotkania kończyły się porażkami, kolejno z Anwilem Włocławek oraz ze Startem Lublin. Okres przygotowawczy przepracowany bez swoich dwóch podstawowych zawodników (Jarosława Zyskowskiego oraz Mikołaja Witlińskiego) odbił się na całej drużynie. Mimo kolejnych dwóch wygranych meczów z Zastalem oraz Dzikami, ich forma wcale się nie ustabilizowała. Po sześciu rozegranych kolejkach nasz jutrzejszy rywal, miał na koncie tylko dwa zwycięstwa oraz cztery porażki. Przełamanie na dobre nastąpiło w wyjazdowym starciu w Ostrowie. Od czterech kolejek Trefl jest niepokonany, w dodatku często dominuje rywali. Konsekwencją tego jest 16 punktów na koncie oraz 6 pozycja w tabeli. Duży wpływ na taki obrót spraw miał powrót do zespołu po 11 latach Jakuba Schenka, który bardzo mocno wzbogacił rotację trenera Żana Tabaka. Każde kolejne zwycięstwo było sporym kopem motywacyjnym, dzięki czemu nasi najbliżsi rywale są w bardzo dobrych nastrojach. Warto też podkreślić, że Trefl starciem przeciwko Sokołowi rozpocznie swoją serię trzech domowych spotkań. Jednak jak możemy dowiedzieć się z ich obozu, wcale nie lekceważą naszego zespołu i czekają na kolejne sportowe wyzwanie:

Uważam, że Trefl teraz to dużo lepszy zespół niż ten sprzed kilku tygodni. Zwycięstwa budują drużynę. Dobra atmosfera była cały czas, ale na wyniki wpływały inne czynniki. Wyciągnęliśmy wnioski. Z każdym spotkaniem rośniemy jako zespół. Aktualnie skupiamy się na najbliższym przeciwniku. Sokół ma swoje problemy, właśnie dołączył do nich nowy rozgrywający, więc rywale będą chcieli wygrać, by jak najszybciej odbić się od dna tabeli – powiedział Szymon Tomczak dla portalu trójmiasto.pl

majstal

Wyniki w ostatnich spotkaniach:

Arka Gdynia – Trefl Sopot 72:92

Twarde Pierniki Toruń – Trefl Sopot 69:80

Trefl Sopot – Legia Warszawa 77:69

Stal Ostrów Wlkp. – Trefl Sopot 70:71

Spójnia Stargard – Trefl Sopot 80:73

Sokół znalazł patent na Trefla, czy uda się to powtórzyć?

W ostatnim sezonie obie drużyny mierzyły się oczywiście dwukrotnie, a pierwsze spotkanie miało miejsce w Sopocie. Na ciężkim terenie rywala podopieczni Marka Łukomskiego nie byli w stanie wiele zdziałać, ponieważ w końcowym rozrachunku przegrali tamten mecz 83:68. Grę naszego zespołu prowadzili wówczas Corey Sanders (22 punkty) oraz Spencer (17 oczek). Końcówka należała jednak do gospodarzy, dzięki czemu odnieśli zwycięstwo. W kwietniu Trefl przyjechał do naszej hali z nadziejami na kolejne ligowe zwycięstwo, lecz nie osiągnęli tego celu. Wówczas Sokoły niesione przez swoich kibiców zdołały wygrać 81:74, a liderem na parkiecie był James Eads (26 punktów). Warto podkreślić, że wtedy ekipa z Łańcuta potrafiła rzucić 9 trójek na poziomie 39%, co liczymy, że powtórzy się także teraz. Zdecydowanie w ostatnim sezonie to gospodarze wiedli prym w tych pojedynkach, jednak kibice nie mają nic przeciwko, aby jutro odstąpić od tej reguły.

Sokół Łańcut – Trefl Sopot 81:74

Trefl Sopot – Sokół Łańcut 83:68

Na kogo musimy uważać?

Jarosław Zyskowski

Niski skrzydłowy, 31 lat, 203 cm wzrostu, 13.1 punktu na spotkanie

Na pewno nie trzeba przedstawiać tej postaci w polskim baskecie, ponieważ Jarosław Zyskowski dał się poznać nie tylko w PLK, ale również w reprezentacji naszego kraju. W 2022 roku podpisał trzyletni kontrakt z Treflem Sopot i bez wątpienia jego transfer został okrzyknięty mianem „hitowego”. W swojej karierze reprezentował barwy m.in. Zastalu, Anwilu, Rosy Radom, czy Polskiego Cukru Toruń. Swój najlepszy, niepełny, sezon (2019/20) rozegrał w Zielonej Górze, kiedy w 22 meczach, zdobywał średnio 15.7 punktu na mecz.

Jakub Schenk

Rozgrywający, 29 lat, 184 cm wzrostu, 12.3 punktu na spotkanie

Ten sezon Jakub rozpoczynał w barwach Anwilu Włocławek, gdzie podpisał dwumiesięczny kontrakt, pod nieobecność Kamila Łączyńskiego. Zdołał wystąpić w sześciu ligowych spotkaniach (w tym przeciwko Sokołowi). Po wypełnieniu umowy klub oraz zawodnik nie przedłużyli współpracy i mimo starań wielu klubów, Schenk trafił do Trefla Sopot. Po jedenastu latach wrócił do Sopotu, gdzie stawiał pierwsze kroki w młodzieżowych zespołach. W ostatnim sezonie grał w Słupsku, gdzie w 23 meczach zdobywał średnio po 12.2 punktów.

Andy Van Vliet

Środkowy, 28 lat, 213 cm wzrostu, 12.3 punktu na spotkanie oraz 6.4 zbiórki

Podkoszowy zawodnik pochodzący z Belgii ostatnie dwa lata spędził w Bnei Herzelia, w lidze izraelskiej. Zdobywał wówczas średnio 9.7 punktu na mecz, dokładając do tego jeszcze 6.3 zbiórki. Ma za sobą przygodę w Stanach Zjednoczonych, gdzie w lidze akademickiej NCAA reprezentował m.in. Wisconsin. W tym sezonie stanowi o sile podkoszowej Trefla.

Trefl pod kątem statystycznym

82.3 – liczba punktów zdobywana przez drużynę Żana Tabaka,

34,9% – skuteczność za 3 punkty, która jest dużo wyższa od zawodników Sokoła

68,8% – celność rzutów wolnych nie jest mocną stroną Trefla

39 – tyle zbiórek na mecz zbierają gracze Sopotu, co jest drugim najlepszym wynikiem w lidze

11.6 – zbiórki ofensywne, świetnie radzą sobie pod koszem rywala.

dfsdbn

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: NIEKOŃCZĄCE SIĘ PASMO NIESZCZĘŚĆ, PIERNIKI ZA TWARDE

Niestety za nami kolejne wyjazdowe starcie, które nie zakończyło się powodzeniem, jednak w tym przypadku sytuacja była dość ekstremalna. Na chwilę przed starciem z Twardymi Piernikami Toruń licencję zawodniczą zawieszono Coreyowi Sandersowi. W dodatku w trakcie spotkania urazów doznali Tyler Cheese oraz Mateusz Szczypiński, przez co możliwość rywalizacji była bardzo ograniczona. W pewnym momencie Marek Łukomski miał dostępnych jedynie 6 zawodników. To wszystko w końcowym rozrachunku pozwoliło odnieść zwycięstwo gospodarzom 81:69.

_DSC8189

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: CZEKA NAS TWARDE STARCIE!

W starciu z Goliatem, w postaci warszawskiej Legii, Muszynianka Domelo Sokół Łańcut nie był w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Teraz przed zawodnikami daleki wyjazd do Torunia, lecz Twarde Pierniki to rywal, z którym jak najbardziej możemy walczyć o zwycięstwo. Bilans i cyfry 2-7, niczym w pokerze wydają się najgorszym układem, jednak jeśli dołożymy starań, to można z tego wiele ugrać. Nasi zawodnicy kontynuują serię wyjazdową, a chęć rewanżu dla kibiców może sporo zdziałać już w piątek.

fot_Marcin_Bodziachowski_Legiakosz4

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: NIE TRAFIAMY ZZA ŁUKU.

Druga wyprawa Muszynianka Domelo Sokoła Łańcut do stolicy niestety okazała się nieudana. Stołeczna Legia Warszawa pokonała drużynę Marka Łukomskiego 87:78. Mimo próby powrotu w czwartej kwarcie, to gospodarze doskonale kontrolowali przebieg całego meczu. Zaliczyliśmy bardzo dobry początek, lecz potem nie było możliwości, by rozwinąć skrzydła. Po raz kolejny nasi zawodnicy pudłują większość rzutów za trzy. 20 punktów oraz 8 asyst zanotował w tym spotkaniu Correy Sanders, a pod koszem świetnie spisywał się Kemp (17 zbiórek). Nie udało się pokonać Goliata, na szczęście już w piątek kolejna szansa na zwycięstwo.

Faworyt był jeden, ale nie jechaliśmy bez nadziei

Nie tylko fani Sokoła, lecz całe środowisko koszykarskie było świadome, kto dziś będzie faworytem w tym pojedynku. Warszawska Legia na papierze wygląda imponująco, a pozyskane przed sezonem nazwiska stanowią o ich sile, budząc postrach w PLK. Na pewno nie rozpoczęli swojej gry tak dobrze, jakby sobie tego oczekiwali przed startem rozgrywek i do tego starcia przystępowali z bilansem czterech zwycięstw oraz czterech porażek. Większość obserwatorów była przekonana, że już w pierwszych kolejkach takie nazwiska jak Vital, Pipes, Kolenda, czy Ponitka będą zapewniać zwycięstwa. Należy natomiast podkreślić, że do tej pory na swoim parkiecie ,na Bemowie, doskonale wiedzieli jak dominować rywali. Rozegrali tam dotychczas cztery mecze i aż trzy z nich wygrali, przegrywając tylko w derbach z Dzikami. Z drugiej strony Muszynianka Domelo Sokół Łańcut ostatnio poprawił swoją formę, ponieważ po trzech meczach na własnej hali, zdołał dwukrotnie odnieść zwycięstwo. Końcem października naszą moc odczuła ekipa Czarnych Słupsk, a już niedługo później sensacyjnie bez punktów z Łańcuta wyjechała Stal Ostrów Wlkp. Teraz drużyna Łukomskiego nastawiała się na twarde spotkanie, bo jak inaczej nazwać pojedynek z Legią. Słaby początek sezonu z każdym meczem motywuje drużynę z Podkarpacia, by reperować bilans, który po zwycięstwie ze Stalą wynosił 2 zwycięstwa i 6 porażek. Niestety przewidywania tym razem się sprawdziły i to Legia odniosła swoją piątą wygraną, rewanżując się kibicom za klęskę z Treflem Sopot. By przeżyć to spotkanie jeszcze raz, musimy zacząć od samego początku.

fot: PLK.PL/Legia Kosz

Po raz kolejny dobre wejście w spotkanie

Znów mogliśmy zobaczyć to, czego Sokół Łańcut nie pokazywał od startu rozgrywek zbyt często, a więc dobre wejście w spotkanie. W pierwsze minuty świetnie wszedł Kacper Młynarski, który zdołał szybko zanotować 6 oczek na swoje konto. Z kolei po stronie gospodarzy stery od razu przejął znany ze świetnej formy w tym sezonie Vital. Jednak pierwsza kwarta, to skuteczność i walka na korzyść ekipy z Łańcuta, dzięki czemu kończymy na prowadzeniu wynikiem 15:19. Na Bemowie kibice gospodarzy byli nieco zdziwieni, ale to Sokół pokazywał naprawdę solidny basket. Z kolei drugą połowę bardzo efektywnie zainaugurowali Cheese oraz Kemp. Niestety powoli pozytywna energia opadała i to Legia zaczęła wracać na swoje tory. Szczególnie za sprawą Cowelsa III, ale również bardzo skutecznego dziś Holmana. Świetny start, prowadzenie po 10 minutach, dzięki temu wynik oscylował cały czas w granicy remisu. Widać było, że pod koniec drugiej kwarty Legia Warszawa łapała wiatr w żagle, odrabiając skutecznie straty, ale również budując małą przewagę. Po syrenie oznaczającej przerwę, stołeczna ekipa prowadziła 44:39.

Przespana trzecia kwarta

Musimy tutaj powiedzieć, że przerwa, chwila odpoczynku i regeneracji lepiej zadziała na podopiecznych Kamińskiego. Szybko trafione trójki Kolendy, aktywność Vitala i na Bemowie zapanowała zdecydowanie odmienna atmosfera. Hala poczuła, że ich ulubieńcy zaczęli pokazywać swój basket. Legia odskoczyła na ponad 10 punktów, co pozwoliło im skutecznie kontrolować mecz. Kompletnie zaspali tę część meczu zawodnicy Sokoła, ponieważ na minutę przed końcem kwarty numer 3, przewaga drużyny ze stolicy wynosiła już 20 punktów. W samej końcówce, tuż przed rozpoczęciem kolejnej kwarty, akcje Szczypińskiego oraz Correya zmniejszyły nieco i tak dużą różnicę. Ostatnie 10 minut to zdecydowanie czas Sandersa, który ten mecz zakończył z 20 punktami oraz 8 asystami na koncie. Skutecznie wchodził pod kosz, a później wykorzystywał rzuty osobiste po tym, jak był faulowany. Sokół poczuł moment do tego, aby wracać i odrabiać straty. Ku zdziwieniu hali nagle na tablicy wyników wybiło 67:60. Była nawet kolejna akcja na zmniejszenie strat, lecz nietrafiony rzut zemścił się w postaci trójki Cowelsa III. Mimo starań i chęci pogoni za wynikiem różnica na poziomie 10 punktów utrzymywała się do ostatniej syreny. Ciężko było odrobić stratę, która powstała głównie w trzeciej kwarcie, ponieważ tego czasu było jak na lekarstwo.

fot: PLK.PL/Legia Kosz

Niestety dalej nie siedzi zza łuku

Po takim spotkaniu nie sposób nie zerkać w statystyki, ale to jedynie utwierdzi nas w przekonaniu, iż nie był mecz naszego Sokoła. Przez 40 rozegranych minut oddali oni bowiem 27 rzutów zza łuku, trafiając jedynie 5. To dało końcową skuteczność na poziomie 18,5%, więc nadal brakuje nam celności. W dodatku jest to skandaliczna celność, która nie przystoi drużynie na tym poziomie. W przypadku tej drużyny to szczególnie rzuca się w oczy, ponieważ przez długi czas zespół z Łańcuta kojarzył się z ofensywną koszykówką z dużą ilością trafianych trójek. Kluczową różnicą była również liczba traconych piłek, ponieważ Legia skutecznie unikała błędów (tylko 6 strat na ich koncie). Sokół natomiast bardzo często tracił piłkę, przez co posiadanie, a w konsekwencji punkty (16 strat). Z pozytywów należy wymienić duet Sanders&Cheese, którzy zdobyli odpowiednio 20 i 21 oczek. Po raz kolejny potwierdzili, że można opierać na nich poczynania w ataku. Z dobrej strony pokazał się również podkoszowy Adam Kemp, ponieważ do 12 punktów dołożył aż 17 zbiórek. Po stronie rywala zdecydowanym liderem był Christian Vital (22 punkty oraz 7 asyst), lecz skutecznie pomagali mu również Cowels III oraz Aric Holman.

Okiem trenera

Gratulacje dla Legii oraz trenera Kamińskiego. Mamy swoje problemy, wcześniej to było wejście w spotkanie, teraz to się okazuje 3 kwarta. Zaczynamy zdecydowanie za miękko, zwłaszcza na takiej gorącej hali. Nie możemy czekać, nie oczekiwać na gwizdki. Był moment, aby chwycić kontakt, lecz jeśli w całym meczu notujemy 16 strat, a Legia tylko 6, w dodatku rzucamy jedynie 5 na 27 trójek, to jest to ciężkie zadanie. Czekamy na mecz przełamania zza łuku, nie wiemy, co jest przyczyną, więc musimy dalej nad tym pracować – powiedział na konferencji pomeczowej Marek Łukomski

Okazja do poprawy

Niestety nie udało się Sokołowi na Bemowie podreperować swojego bilansu, który aktualnie wynosi 2 zwycięstwa oraz 7 porażek. Niestety w starciu z ligowym goliatem, mimo szans, nie udało się odnieść wygranej. Oczywiście nie spuszczamy głowy i nadal walczymy o kolejne punkty, szczególnie że przed nami jeszcze trzy starcia wyjazdowe z rzędu. Najbliższe wyzwanie już piątek, kiedy to nasza drużyna uda się w daleką podróż do Torunia. Miejscowe Twarde Pierniki to nie będzie łatwe zadanie, lecz plan jest prosty – walka o zwycięstwo!

Muszynianka Domelo Sokół Łańcut: Cheese 21, Sanders 20, Kemp 12 (17 zb), Młynarski 8, Szczypiński 7, Nowakowski 4, Berzins 3, Struski 3

Legia Warszawa: Vital 22, Cowels 17, Holman 15, Ponitka 12, Kolenda 8, Wyka 6, Sobin 4, Pipes 3

878ec45b-1fbb-4cf1-8381-b1a13ae6c5b7

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: Sokoły na Polowaniu w Stolicy – Czas na Legię!

Ostatnia wyprawa do stolicy zakończyła się porażką w dogrywce, a wielu kibiców nadal rozpamiętuje blok Adama Kempa. Teraz przychodzi czas na jeszcze cięższe wyzwanie, ponieważ Muszynianka Domelo Sokół Łańcut zmierzy się z ligowym Goliatem – Legią, a więc srebrnymi medalistami z 2022 roku. Nierówny start aktualnego sezonu w ich wykonaniu nie zmienia faktu, iż Sokoły nie będą w tym starciu faworytem. Jednak jeśli, tak jak w meczu ze Stalą Ostrów Wielkopolski, pokażemy charakter i walkę, możemy okazać się zwycięskim Dawidem.

Twierdza w Łańcucie pomogła wykuć zwycięstwo w twardej stali

Przed ostatnim meczem również mogliśmy odczuć, że to Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski przyjedzie na Podkarpacie w roli faworyta. Najważniejszym wyzwaniem było nie przestraszyć się rywala, a przede wszystkim odważnie i mocno wejść w to spotkanie. Pamiętny początek ze Spójnią Stargard, który dał wiele do myślenia Markowi Łukomskiemu, lecz jak się okazało po czterech kwartach, sztab trenerski Sokoła doskonale zaradził na ostatnie niepowodzenia. Chęć odbicia się od ligowego dna oraz doping całej hali MOSiR sprawiły, że agresję, walkę i poświęcenie oglądaliśmy od samego początku. Do przerwy Sokół schodził z jednopunktowym prowadzeniem. Gra punkt za punkt i cios za cios, oprawiała to widowisko niesamowitym klimatem, a końcówka bezwzględnie należała do nas. Radość, euforia i duża ulga opanowała pełną halę, która oklaskiwała graczy jeszcze długo po spotkaniu. Z punktu widzenia kibica mecz idealny do oglądania, jednak Marek Łukomski jest świadomy, że sporo rzeczy jeszcze należy poprawić. Nie sposób nie wspomnieć nazwiska, które zapewniło nam powody do szczęścia – Cheese. Tyler był niesamowity, ponieważ trafił aż 28 punktów. Skutecznie pomagał mu również Corey Sanders, co napędzało cały zespół. A co po takim spotkaniu powiedział Marek Łukomski?

Po dzisiejszym spotkaniu, nawet jakby nie zakończył się pozytywnym wynikiem, to bylibyśmy z siebie zadowoleni, zdecydowanie inaczej niż po meczu ze Spójnią Stargard. Kolejny krok, kolejne zwycięstwo, które pomoże zbudować pewność siebie. Brakowało tej pewności szczególnie po takiej ostatniej porażce – komentował po meczu uśmiechnięty trener.

Przełamać ekstraklasową niemoc

Niestety na poziomie ekstraklasy Sokół nie był w stanie odnieść zwycięstwa przeciwko Legii. W ostatnim sezonie zarówno w Łańcucie, jak i w Warszawie to stołeczna drużyna była lepsza. Pierwsze spotkanie rozgrywane na naszej hali miało dość jednostronny przebieg. Jedni z kandydatów do mistrzostwa bardzo szybko zbudowali sobie przewagę, którą skrupulatnie utrzymywali, ale również powiększali. Zdecydowanie ciekawiej było na Bemowie w stolicy, gdzie trzecią kwartę kończyliśmy ze stratą tylko jednego posiadania. Niestety świetna końcówka gospodarzy pogrzebała nasze marzenia o sukcesie. Warto podkreślić, że tym drugim spotkaniu z dobrej strony pokazał się Corey Sanders i zakończył go z 16 punktami oraz 7 zbiórkami.

Legia Warszawa – Rawplug Sokół Łańcut 75:61

Rawplug Sokół Łańcut – Legia Warszawa 72:83

Przyglądając się pojedynkom obu zespołów, nie sposób nie wspomnieć o potyczkach na pierwszoligowych parkietach. Oddani kibice Sokoła na pewno pamiętają serię w półfinałach fazy pucharowej w 2016 roku, kiedy to Legia wygrała 3:1, eliminując nas z walki o awans. Wówczas w naszej drużynie prym wiedli m.in.: Krzysztof Jakóbczyk, Mroczek-Truskowski, czy latający Jerry, a więc Jurek Koszuta. Ostatnie spotkanie pomiędzy obiema ekipami na tym poziomie rozgrywkowym miało miejsce w 2017 roku. Mecz na pewno warty przypomnienia, ponieważ Sokół wygrał wówczas 80:73, a 22 oczka rzucił rywalom Marcin Sroka. Był to również ostatni sezon Legii w 1 lidze, ponieważ od wywalczenia awansu z powodzeniem utrzymują się w ekstraklasie.

Powrót na dobrze znany grunt

Warto zauważyć, że w tym sezonie mamy dwóch zawodników, którzy występowali w swojej karierze w zespole Legii. Mianowicie Adam Kemp oraz nasz kapitan, a więc Janis Berzins. Adam, zanim trafił na Podkarpacie, występował w kilku polskich zespołach, takich jak Astoria Bydgoszcz, Start Lublin i właśnie stołeczna drużyna z Warszawy. W sezonie 2021/22 rozegrał w stolicy 38 spotkań, lecz spędzał na parkiecie średnio 17 minut. Zdobywał niecałe 6 punktów, dokładając do tego 5 zbiórek. W przypadku Janisa tych spotkań też było sporo, bowiem 37. Łotysz wnosił do ekipy z Warszawy po 5,5 punktu na mecz oraz niecałe 4 zbiórki. Zarówno Adam, jak i Janis na pewno chcieliby pokazać się z jak najlepszej strony przed swoim byłym klubem. W dodatku obaj pracowali razem z trenerem Kamińskim, więc mogą zdradzić kilka detali, które znacznie wpłyną na grę.

Niemrawy początek Legionistów

Podopieczni Wojciecha Kamińskiego rozpoczęli zmagania w tym sezonie na własnym terenie wygranym meczem przeciwko Zastalowi. Wszystko wskazywało na to, iż kolejne starcia będą potwierdzeniem formy, jednak potem przyszły dwie porażki z Czarnymi Słupsk oraz w starciu derbowym przeciwko Dzikom. Przełamanie nastąpiło dopiero w meczu z Arką Gdynia, wygranym na Bemowie, lecz wcześniej ponosili klęskę w Ostrowie. Mocno mieszana forma w lidze może być związana z grą na dwa fronty. Co ciekawe kolejny raz rywal Sokoła przed naszym spotkaniem mierzył się z Treflem Sopot. Gracze ze Stolicy jednak nie byli w stanie podtrzymać zwycięskiej passy, przegrywając na wyjeździe. Przed sezonem skład, który udało się zbudować stołecznemu klubowi, dał jasny sygnał, że liczy się dla nich tylko walka o złoto. Wielkie nazwiska oraz bardzo mocny roster budzi bez wątpienia respekt wśród rywali.

Ostatnie wyniki Legii Warszawa w Orlen Basket Lidze:

Trefl Sopot – Legia Warszawa 77:69

Legia Warszawa – Twarde Pierniki Toruń 91:84

Legia Warszawa – Arka Gdynia 87:67

Stal Ostrów Wielkopolski – Legia Warszawa 71:53

Spójnia Stargard – Legia Warszawa 81:87

Tak jak wyżej wspomniano, nasi sobotni rywale na co dzień zmagają się również na arenie europejskiej, z powodzeniem prezentując się w FIBA Europe Cup. Legia radzi sobie zdecydowanie najlepiej spośród wszystkich polskich ekip biorących udział w tych rozgrywkach, wygrywając jak na razie wszystkie 5 dotychczasowych spotkań. Dzięki ostatniemu zwycięstwu przeciwko Patrioti Levice 74:63 zapewnili sobie pierwsze miejsce w swojej grupie. Co po spotkaniu powiedział podkoszowy Legii Josip Sobin?

Trudny był dla nas początek tego meczu, nie mogliśmy znaleźć swojego rytmu w ataku, by móc punktować. Graliśmy fizycznie i dobrze w obronie przez całe spotkanie. Mieliśmy dwuminutowy zryw, w trakcie którego wyszliśmy na +13 i nie powinniśmy rywalom pozwolić wrócić do gry tak łatwo. Gratulacje dla drużyny za zajęcie pierwszego miejsca w grupie – podkreślił zadowolony Josip

Na kogo musimy uważać?

Christian Vital

Rozgrywający, 26 lat, 16.3 punktów na mecz

Bez wątpienia najgroźniejszy zawodnik stołecznej Legii, ponieważ to lider pod względem punktów w tym sezonie. Amerykanin ma za sobą przygodę w NCAA, a po przygodzie w Niemczech próbował uzyskać angaż w NBA. Krótkoterminowa umowa z Houston Rockets nie została przedłużona, a Christian rozgrywał mecze głównie w G-league w barwach Salt Lake City Stars, czy Rio Grande Valley Vipers, z którymi sięgnął po mistrzostwo ligi. Świetnie wprowadził się do naszej ligi i może pochwalić się występem przeciwko Twardym Piernikom Toruń, kiedy rzucił aż 31 punktów.

Raymond Cowels III

Rzucający, 33 lata, 12.9 punktów na mecz

Ten zawodnik jest świetnie znany wszystkim kibicom Legii, ponieważ w tym sezonie powrócił po krótkiej przerwie, kiedy to występował w zespole mistrza Węgier Falco Szombathely. Raymond był filarem zespołu ze stolicy w sezonie 2021/22, gdy sięgali po wicemistrzostwo kraju. Absolwent uczelni Santa Clara zwiedził trochę świata, grając w Den Helder w Holandii, w Kanadzie, Finlandii, czy Francji. Przed pierwszą przygodą w Legii grał już w Polsce, ponieważ biegał w trykocie Spójni Stargard. Warto podkreślić, że jest to jeden z najlepiej rzucających w lidze zza łuku (47%)

Marcel Ponitka

Rozgrywający/rzucający, 26 lat, 9.1 punktów na mecz

Zdecydowanie warto opowiedzieć o Marcelu, ponieważ był bohaterem jedno z głośniejszych transferów tego lata. Pozyskanie takiego zawodnika to był jasny sygnał Legii, że w tym sezonie celem jest tylko i wyłącznie mistrzostwo. W ostatnich rozgrywkach Ponitkę oglądaliśmy na parkietach hiszpańskiej ligi ACB, gdzie reprezentował barwy Casademont Zaragoza. Przed wyjazdem poza granice kraju występował m.in.: w Zastalu Zielona Góra oraz Arce Gdynia.

Legia Warszawa w statystykach:

77.3 – nasz jutrzejszy rywal rzuca najmniej punktów w całej lidze. Nie przeszkadza to jednak, w konsekwentnym zdobywaniu kolejnych zwycięstw,

41.9% – to skuteczność z gry, która jest drugim najsłabszym wynikiem w PLK

36.68 – to średnia ilość zbiórek na spotkanie, Legia jak najbardziej potrafi zdominować pod koszem

6.75 – ilość przechwytów na mecz, należy uważać przy rozgrywaniu, ponieważ ekipa ze stolicy wykorzysta każdy błąd,

35% – skuteczność zza łuku, ten wynik plasuje Legię w top 6 ligi.

majstal
DSC_8499

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: SOKÓŁ WYKUŁ W STALI TRIUMF

Wielkie zwycięstwo Muszynianka Domelo Sokoła Łańcut na własnej, wypełnionej po brzegi hali. Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski postawiła bardzo twarde warunki, jednak nie byli w stanie nas pokonać, ponieważ drużyna Marka Łukomskiego dyktowała dziś tempo. Utrzymywane kilkupunktowe prowadzenie, w ostatnich chwilach pozwoliło odnieść drugą wygraną w sezonie. Tyler Cheese grał dziś w innej lidze, ponieważ zanotował aż 28 punktów, lecz musimy podkreślić formę i wolę walki całego zespołu.

Lepiej wejść w spotkanie

Zarówno Sokół, jak i Stal w tym spotkaniu miały swoje do udowodnienia. Drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego przegrała ostatnio z Treflem Sopot na własnym terenie, dlatego teraz chcieli się odkuć. Zespół z Łańcuta pragnie odbić się od dolnej części tabeli, szczególnie że nasz bilans nie wyglądał zbyt dobrze. Celem Sokoła było również lepsze wejście w mecz, niż miało to miejsce w ostatnim pojedynku przeciwko PGE Spójni Stargard, kiedy to rywale już w pierwszej kwarcie zdołali zbudować sobie wyraźną, dwucyfrową przewagę. Przypomnijmy, że wczoraj po raz pierwszy w tym sezonie zobaczyliśmy zmianę w pierwszej piątce Sokoła: pod koszem zamiast Adama Kempa zagrał dziś Biram Faye. Marek Łukomski postanowił zaryzykować, ponieważ jak sam wspomniał przed meczem, każde spotkanie to nowe pomysły. Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski przyjeżdżała zdecydowanie w roli faworyta, ponieważ na ich koncie widniał bilans czterech zwycięstw oraz trzech porażek. Goście dodatkowo odbyli dwa treningi na naszej hali przed spotkaniem, by lepiej się przygotować do starcia. Co warto podkreślić nasi też nie próżnowali, ponieważ po ostatnich treningach naszej drużyny, zawodnicy pozostawali na parkiecie, by za wszelką cenę doszlifować formę rzutową. Owocowało to tym, że w powietrzu unosiła się bardzo pozytywna energia, ale do końca wszystko leżało w nogach i rękach naszych zawodników.

W końcu wygrana pierwsza kwarta

Od samego początku wszyscy kibice na hali byli świadomi tego, jak ciężkie to będzie spotkanie, ponieważ po dokładnie pięciu minutach przebywania na parkiecie mieliśmy rezultat 9:9. Po tym okresie do słowa doszedł bohater tego starcia, mianowicie Tyler Cheese. W ciągu ostatnich czterech akcji kwarty, zdobył on 8 punktów, często atakując kosz. Pierwszy raz od inauguracyjnego starcia ze Szczecinem Sokół był w stanie wygrać początkowe 10 minut! Taki obrót spraw bardzo pozytywnie wpłynął na zespół Marka Łukomskiego, ponieważ tuż po krótkiej przerwie dwa celne rzuty zza łuku zafundowali Cheese oraz Nowakowski. Nie można pominąć faktu, że Marcin Nowakowski świętował dzisiaj swoje urodziny, co sprawiło, że ten wieczór był dla niego szczególny. Jego zespół postarał się, aby przygotować dla niego najlepszy prezent. W dalszym etapie tej kwarty oglądaliśmy wymianę cios za cios, i co warto zaznaczyć, że podopieczni Urbana trafiali za trzy na bardzo wysokiej skuteczności. Szczególnie należy podkreślić Aigarsa Skele, który całe spotkanie zakończył z double-double, a w pierwszej połowie popisał się trzema trójkami. Jednak na przerwę z jednopunktowym prowadzeniem schodzili niesieni dopingiem własnych kibiców gospodarze. Wynik 44:43 zwiastował nam bardzo emocjonujące ostatnie minuty.

Prowadzenie do przerwy i motywacja na drugą część

Czas spędzony w szatni i chwila odpoczynku zdecydowanie lepiej podziałała na przyjezdnych, którzy w żaden sposób nie chcieli odpuszczać. Dawało nam się to we znaki tuż po zmianie stron. Dobra dyspozycja Brembley’ego oraz trójki Silinica sprawiły, że Stal była w stanie uciec na 6 punktów przewagi w bardzo szybkim tempie. Dopiero na dwie i pół minuty do końca Sokół zdołał doprowadzić do remisu 57:57, co było punktem zwrotnym w tym spotkaniu. Corey Sanders postanowił wziąć grę na swoje barki w końcówce tej odsłony, dzięki czemu na ostatnią kwartę zespół z Łańcuta wychodził już z przewagą czterech oczek. Ostatnie dziesięć minut rozpoczęło się w dobrze nam znany w tym spotkaniu scenariusz, a więc cios za cios i brak wyraźnej przewagi. Dopiero po punktach Nowakowskiego i Adama Kempa, gospodarze odskoczyli na 5 oczek. Mimo ciągłych odpowiedzi ze strony Stali Ostrów Wielkopolski, to Muszynianka Domelo Sokół Łańcut był w stanie utrzymywać się na prowadzeniu, głównie dzięki duetowi Cheese-Sanders. Hala nieco zadrżała, kiedy dwie trójki z rzędu trafił Durisić, a zaraz potem kolejną dołożył Skele. Jednak przekroczony limit przewinień po stronie Stali mocno utrudnił im zdanie. W jednym ze swoich ostatnich wejść pod kosz faulowany był Correy Sanders i jego dwa wykorzystane rzuty wolne ustanowiły wynik spotkania, 85:80. Choć końcówka nie należała do najłatwiejszych, to Sokoły pokazały, że doping potrafi zdziałać cuda. Odczuli to również rywale, podchodząc do linii rzutów wolnych.

Druga wygrana pod kątem statystyk

majstal

Spotkanie ciężkie, stojące pod znakiem walki, lecz bez wątpienia Sokół wyciągnął wnioski z ostatnich tygodni, a szczególnie z meczu przeciwko Spójni. Nie można też ukryć presji, która ciążyła na naszej drużynie, ponieważ odnotowane tylko jedno zwycięstwo po siedmiu meczach, a aż sześć porażek stawiały zespół w niewygodnej pozycji. Stal Ostrów Wielkopolski nie dała rady zrewanżować się swoim kibicom, mimo że Ci licznie pojawili się w Łańcucie. Podopieczni Urbana trafili dziś zza łuku na niesamowitej skuteczności 42.9%, rzucając aż 15 trójek, czym uplasowali się w czołówce występów w tym sezonie. Pozostając w temacie przyjezdnych, zdecydowanie lepiej dzieli się piłką, ponieważ zanotowali 22 asysty (12 Sokół). Warto jednak zaznaczyć, że 13 z nich rozdał Aigars Skele. Lider Stali dołożył do tego 21 punktów, zapisując na swoim koncie double-double. Należy wyróżnić jeszcze Ojarsa Silinsa, który zanotował 17 punktów. Po stronie Sokoła zdecydowanie najlepszym zawodnikiem był Tyler Cheese, kończąc zmagania z 28 oczkami na koncie. Correy Sanders dobrze odnajdywał dziś swoich kolegów na parkiecie, dlatego rozdał 6 asyst. Na pewno przed nami jeszcze sporo pracy rzutowej, musimy ciągle poprawiać skuteczność zza łuku, ponieważ Sokoły trafiły tylko 5/26 zza łuku.

Ostatnia syrena, wybuch radości

Drużyna Muszynianka Domelo Sokół Łańcut odniosła swoje drugie zwycięstwo, tym razem odbijając się po bolesnej przegranej ze Spójnią Stargard. W hali MOSiR znów rozbłysła atmosfera, i to w spektakularnym stylu. Od początku do końca trwania meczu towarzyszyły intensywne emocje, a ogromne wsparcie kibiców pozwoliło Sokołom osiągnąć wysoki lot. W tym przypadku dosłownie, o czym świadczyły akcje na linii Cheese-Kemp na koniec spotkania. W dodatku każdorazowo, gdy rywale mieli rzuty wolne, na sali robiło się tak głośno, że ciężko było usłyszeć własne myśli. Szczelna obrona, dobry start oraz pomoc fanów sprawiła, że twarda niczym stal ekipa przyjezdnych została pokonana. Teraz przed nami seria meczów wyjazdowych, lecz po takim triumfie podwójna motywacja to coś oczywistego. Ważne, by udowadniać, że takie zwycięstwa nie będą tylko okazyjnie. Początek ostatniego sezonu również był ciężki dla ekipy Marka Łukomskiego, lecz jeśli wszystko pójdzie wedle zapowiedzi, Sokół będzie jeszcze groźny w aktualnych rozgrywkach.

Okiem trenera

Nie ma takiego miejsca jak nasz dom. Bardzo dobra energia od samego początku w naszej drużynie. Cieszymy się, że zrobiliśmy kolejny krok, ponieważ to pozwoli nam uwierzyć we własne umiejętności. Ważne dziś było, aby nie wystraszyć się przeciwnika i nie zrobić kroku w tył. Nie ukrywam po takiej porażce jak ostatnio, tej pewności nieco brakowało. Teraz skupiamy się na naszej serii meczów wyjazdowych, więc zobaczymy się na hali dopiero za dłuższy czas – powiedział po meczu Marek Łukomski

Muszynianka Domelo Sokół Łańcut: Sanders 23, Faye 2, Berzins 5, Młynarski 2, Szczypiński 7 oraz Cheese 28, Struski 3, Kemp 10, Nowakowski 5

Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski: Mikalauskas 6, Brembly 8, Silins 17, Skele 21, Kulig 4 oraz Chatman 0, Sulima 1, Chyliński 14, Durisić 9

385524034_1319498568699322_4186734405687264525_n

Muszynianka nowym sponsorem tytularnym!

Informujemy, że nowym sponsorem tytularnym klubu Domelo Sokół Łańcut została firma Muszynianka! Zawarta współpraca zakłada, że od dzisiaj oficjalna nazwa naszego zespołu to Muszynianka Domelo Sokół Łańcut.

  • Jesteśmy niezmiernie uradowani faktem, że Muszynianka – firma z ogromną tradycją, doświadczeniem i historią w sporcie zaufała Sokołowi i wierzy w naszą wizję klubu. Ta współpraca przyniesie wymierne korzyści dla naszego partnera, jak i dla naszego klubu. Liczymy, że podpisana umowa będzie początkiem wieloletniej współpracy – powiedział Bartłomiej Detkiewicz, prezes Muszynianka Domelo Sokół Łańcut.

Muszynianka to firma z ogromną tradycją, która rozpoczęła się już w 1951 roku, kiedy to powstała Spółdzielnia Muszynianka zajmująca się usługami szewskimi, pamiątkami, usługami dziewiarskimi, fotograficznymi, drukarskimi a nawet fryzjerskimi. Wraz z duchem czasu Spółdzielnia zajęła się produkcją masarską, a w latach ’70 rozpoczęto produkcje wody. Gdy w 1997 roku spółdzielnia Muszynianka zakupiła włoską linię do rozlewania wody mineralnej w butelkach jednorazowych 1.5L PET, rozpoczął się złoty okres firmy. Od tamtej pory Muszynianka jest dostępna na półkach sklepowych całej Polski, a woda którą produkują jest uznawana za jedną z najlepszych w naszym kraju i za granicą.

380469569_361555682926538_3995522021255570327_n

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: AŻEBY WSTALI I SPROSTALI STALI

Emocje związane z meczem przeciwko PGE Spójni Stargard jeszcze nie opadły, a czeka nas już kolejne wyzwanie. W hali MOSiR w Łańcucie zagości brązowy medalista ostatniego sezonu oraz mistrz sprzed dwóch lat, mianowicie Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski. Przed zawodnikami Marka Łukomskiego stoi bardzo ciężkie zadanie, lecz Domelo Sokół Łańcut będzie mogło po raz trzeci z rzędu liczyć na wsparcie szóstego zawodnika – kibiców, mamy nadzieję, że arena znów zapłonie.

Zostaliśmy w blokach

To stwierdzenie idealnie obrazuje początek ostatniego spotkania, które mieliśmy okazję oglądać niedługo po niedzielnym obiedzie. Kibice liczyli, iż będzie to idealny deser, ponieważ nastroje po wygranej z Czarnymi Słupsk były zdecydowanie lepsze. Niestety poza rozważaniami i dywagacjami przed meczem, na parkiecie nie było mowy o zwycięstwie. Spójnia od samego początku podyktowała swoje warunki, a Sokół nie był w stanie się temu przeciwstawić. Po pierwszej połowie schodziliśmy bowiem ze stratą aż 15 punktów. Chwilowy zryw za sprawą dwóch trójek Kacpra Młynarskiego był za słabym odzewem na skuteczną ofensywę gości. Do samego końca różnica punktowa nie spadła na mniej niż 7 oczek. Niestety zostaliśmy w blokach, gdy rywal już biegł w kierunku mety, a to uniemożliwiło nam pogoń za wynikiem. Z pozytywnej strony na pewno zapiszemy kolejny świetny występ Tylera Cheese’a, który zanotował aż 26 punktów w tym spotkaniu. Teraz ponownie przychodzi nam się mierzyć z bardzo mocnym rywalem. Plan jest prosty, musimy ruszyć od samego początku.

Słaba skuteczność naszej drużyny przy rzutach, w dodatku nie było tylu pozycji, ile byśmy chcieli. Bardzo silny fizycznie zespół ze Stargardu, zdominował nas na zbiórkach. Tylko 12 asyst, zwykle mieliśmy więcej, było widać w pierwszej połowie, że ta gra nam się nie klei. Wielka szkoda, bo daliśmy z siebie wszystko, ale Spójnia była zdecydowanie lepsza. Skupiamy się na meczu z Ostrowem, wyjdziemy po to, by wygrać ten mecz – powiedział po ostatnim starciu Kacper Młynarski.

Z obozu jutrzejszego rywala

W czwartkowy wieczór na hali MOSiR w Łańcucie zamelduje się drużyna, która legitymuje się aktualnie bilansem 4 zwycięstw oraz 3 porażek, co daje jej 6. miejsce w ligowej tabeli. Podopieczni Andrzeja Urbana nie weszli w ten sezon tak dobrze, jak mogliby tego oczekiwać, ponieważ już na starcie ulegli beniaminkowi ze stolicy, Dzikom Warszawa. Szybka rehabilitacja nastąpiła w potyczce z Czarnymi Słupsk, jednak zaraz potem znów gorszy wynik na wyjeździe w Stargardzie. Po niemrawym początku niejako punktem zwrotnym był wygrany pojedynek z Arką Gdynia, ponieważ potem nastąpiły dwa kolejne zwycięstwa z Legią oraz Twardymi Piernikami. Taka seria kazała nam myśleć, że Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski wraca na właściwe tory, ale w ostatniej kolejce przytrafiła się porażka z Treflem Sopot. Co ciekawe ostatni rywale Sokoła, Czarni oraz Spójnia, przed przyjazdem do Łańcuta wygrywali starcia właśnie z sopocką drużyną. W tym przypadku należy jednak zaznaczyć, że o wyniku decydowały ostatnie rzuty wolne, a Stal podobnie do ostatniego starcia Sokoła, musiała gonić wynik. Co zadecydowało o trzeciej przegranej Arged BM Stali?

Największy problem był w zbiórce pod własnym koszem, przez co rywal nabrał dużo pewności siebie i miał więcej rzutów. Całą drugą połowę walczyliśmy o powrót do tego meczu, udało się, ale końcówka to czasem jest loteria. Jeden dobry rzut w tą, albo w tą i można wygrać mecz. Może w przyszłości los nam odda, ale każde posiadanie i każda piłka wcześniej jest ważna, a nie tylko w końcówce – tak podsumował to spotkanie nieobecny jeszcze w składzie meczowym Michał Chyliński.

Wyniki w Orlen Basket Lidze:

Arged BM Stal – Trefl Sopot 70:71

Twarde Pierniki Toruń – Arged BM Stal 57:76

Arged BM Stal – Legia Warszawa 71:53

Arged BM Stal – Arka Gdynia 89:79

Spójnia Stargard – Arged BM Stal 65:62

Arged BM Stal – Czarni Słupsk 106:77

Dziki Warszawa – Arged BM Stal 86:65

Stal pod kątem statystycznym

77 – to średnia liczba punktów zdobywanych przez Stal na spotkanie. Co ciekawe to najniższy wynik w lidze, dla porównania Sokół zdobywa średnio o trzy oczka więcej.

27.9 – tyle rzutów za trzy punkty oddaje w każdym spotkaniu Arged BM Stal, plasując się w czołówce tuż za m.in.: Anwilem, Treflem, czy MKS Dąbrową Górniczą.

29.57 – nasi czwartkowi rywale zbierają najwięcej piłek w obronie, liderując w tej statystyce w lidze.

11.1 – Tylko 11 strat na spotkanie, to najniższy, a więc najlepszy wynik w ekstraklasie. Sokół traci średnio jedną piłkę więcej.

69.7 – średnia liczba punktów zdobywanych przez rywali Stali Ostórw w każdym spotkaniu, stanowi to jedną z najszczelniejszych defensyw w lidze.

Znajomy smak zwycięstwa

Sokół doskonale wie, jak zwyciężać przeciwko Arged BM Stali Ostrów Wlkp. na własnym terenie. Rok temu, dokładnie tydzień przed wigilią, potrafili sprawić swoim kibicom prezent, w postaci wygranej 70:67. Wówczas na parkiecie po stronie Sokoła błyszczał formą Adam Kemp, który zakończył to spotkanie z double-double na koncie (22 punkty oraz 12 zbiórek). Skutecznie pomagali mu w tym Correy Sanders (15 punktów), ale również nieobecny już w klubie Mateusz Bręk (9 oczek). Mimo iż w połowie ostatniej kwarty był remis, to gracze Marka Łukomskiego niesieni dopingiem przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Mecz rewanżowy, który odbył się już w tym roku, był pod dyktando Stali, szczególnie w trzeciej i czwartej kwarcie. Niemniej Sokoły potrafią zaskoczyć, jak pokazali to rok temu, stąd liczymy na powtórkę już jutro.

Wyniki bezpośrednich pojedynków:

Sokół Łańcut – Arged BM Stal 70:67

Arged BM Stal – Sokół Łańcut 87:75

Gracze Urbana już dziś pojawią się w Łańcucie, by jeszcze przed spotkaniem odbyć jeden trening. Ten został zaplanowany na godzinę 18:30. Stal pokonała dość sporą odległość, ponieważ prawie 500 km, by jutro wyjść na parkiet w najgłośniejszej hali w lidze – MOSiR w Łańcucie.

majstal

Na kogo musimy uważać?

Aigars Skele

źródło: PLK.PL

31 lat, 193 cm wzrostu, rozgrywający/rzucający

Aktualny lider swojej drużyny pod względem zdobywanych punktów, rozgrywa swój drugi sezon dla Stali. W ostatnich rozgrywkach również był najlepszym punktującym zespołu. W 37 meczach zdobywał 14.9 punktu na mecz, dokładając do tego 7.1 asysty. Wcześniej reprezentował barwy s.Oliver Baskets w lidze niemieckiej. Przed tą przeprowadzką Łotysz występował głównie w swojej ojczyźnie w takich klubach jak: Barons Kvartals Ryga, BK Valmiera, BK VEF Ryga. Warto również zaznaczyć, że jako jedyny reprezentant naszej ekstraklasy pojechał na ostatnie mistrzostwa świata.

Damian Kulig

źródło: PLK.PL

36 lat, 205 cm wzrostu, silny skrzydłowy/środkowy

Postaci Damiana Kuliga raczej nie trzeba przedstawiać w świecie polskiej koszykówki, ponieważ oglądaliśmy go z orzełkiem na piersi ponad 100 razy (dokładnie 101). Kibice na pewno pamiętają jego formę w 2019 roku, kiedy Polacy zajęli historyczne 8. Miejsce na mistrzostwach świata. W swojej klubowej karierze reprezentował barwy m.in.: PGE Turowa Zgorzelec, Trabzonsporu, Bandirma Banvit. W 2021 roku dołączył do Stali, gdzie znajduje się do dziś.

Nemanja Djurisic

źródło: PLK.PL

31 lat, 203 cm wzrostu, silny skrzydłowy/środkowy

Djurisic w przeszłości grał w lidze NCAA w klubie Georgia Bulldogs, skąd trafił do Polski. W latach 2015-17 reprezentował barwy Enea BC Zastalu Zielona Góra, z którym dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Polski. Następnie występował m.in. w niemieckim Telekomie Baskets Bonn, tureckim Besiktasie Stambuł i belgijskim Filou Oostende. Po przygodzie w Hiszpanii trafił do Stali Ostrów Wlkp., gdzie zadomowił się na kolejny sezon. W ostatnich rozgrywkach zanotował 39 spotkań, rzucając średnio 12.2 punkty na spotkanie.

Domelo Sokół Łańcut – Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski

09.11.2023, 19:00

Transmisja: EMOCJETV

Hala MOSiR w Łańcucie

DSC_7406

SOKOLIM OKIEM PO MECZU: ZABRAKŁO SPÓJNOŚCI

Był pościg, była walka do samego końca, ale niestety nie ma drugiego zwycięstwa na koncie Domelo Sokoła Łańcut w tym sezonie. PGE Spójnia Stargard od samego początku narzuciła swoje tempo i do ostatniej syreny wiodła prym na parkiecie, wygrywając 73:86. Mimo wielkiej chęci powrotu do wyniku, w kluczowych momentach zabrakło skuteczności i trafionych decyzji. Tyler Cheese po raz kolejny był najlepszym zawodnikiem na parkiecie, zdobywając aż 26 punktów. Szansa na rehabilitację oraz poprawę błędów już w czwartek w Łańcucie.

Ostatnie zwycięstwo dawało nadzieję

Sokół w ostatniej kolejce odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, pokonując na własnej hali Czarnych Słupsk, o czym pisaliśmy w tym artykule. Przełamana seria pięciu porażek z rzędu sprawiała, że kibice z wielką chęcią zakupili bilety, wyczerpując pulę na długo przed startem tego spotkania. Sokoły miały jasny cel, pójść za ciosem i cały tydzień był przystosowany na przygotowanie pod wymagającego rywala. Taktyka, forma rzutowa, wspólne oglądanie Spójni w europejskich pucharach, to wszystko miało zapewnić sukces. Warto jednak zaznaczyć, że drużyna ze Stargardu, która wygrała w ostatniej kolejce w lidze z Treflem Sopot, chciała za wszelką cenę podtrzymać passę. Gra oparta na fizyczności oraz talencie obwodowych była postrachem na początku sezonu, o czym świadczą trzy wygrane na starcie. Wszystko zależało od tego, jaki opór postawimy w starciu fizycznym i pod koszem.

Początek na wagę złota, ale dla Spójni

Kibice od pierwszej syreny rozpoczęli swój znakomity doping, lecz początek tego spotkania to był popis umiejętności zawodników Spójni. Naszej drużynie od samego startu dawał się we znaki Stephen Brown Jr, ponieważ już po niespełna 4 minutach miał na swoim koncie 6 punktów. Po naszej stronie trafianie rozpoczęli Berzins oraz Szczypiński, ale na tym się zatrzymało. Ze stanu 4:6, dość szybko zrobiło się 4:18, co było znaczącą zaliczką dla losów całego spotkania. Trójka najskuteczniejszych zawodników Spójni w tym sezonie wzięła sprawy w swoje ręce, zarówno Daniels, Brown Jr, jak i Langović, byli niemalże bezbłędni w pierwszych fragmentach starcia. Sokół próbował podnieść się po tej serii punktowej, lecz rywale byli dziś świetnie przygotowani fizycznie i pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 12:25. Ospałe wejście w mecz sporo nas kosztowało, zawodnicy Marka Łukomskiego mimo chęci i zaangażowania musieli raz po raz korygować ustawienia w obronie. Kolejne 10 minut dobrze rozpoczął wchodzący z ławki Tyler Cheese, dwukrotnie wjeżdżając pod obręcz. Jednak z każdą serią punktową gospodarzy, gdy widać było poprawę, o przerwę prosił trener rywali Sebastian Machowski, przez co umiejętnie wybijał Domelo Sokół Łańcut z rytmu. Dzięki tak szybkim reakcjom goście byli również w stanie momentalnie odpowiadać punktami, co skutkowało powiększeniem przewagi. Na przerwę po pierwszej połowie podopieczni Marka Łukomskiego schodzili ze stratą aż 15 punktów. To dało nam jasny sygnał, że ten mecz będzie stał pod znakiem walki i pogoni za wynikiem.

Chwilowy zryw, ale to było za mało

Wydaje się, że Marek Łukomski bardzo dobrze wykorzystał przerwę i mocno zmotywował swoich podopiecznych, a w szczególności Kacpra Młynarskiego. Przez pierwsze trzy minuty zdołał dwukrotnie trafić zza łuku, a do tego wywalczył akcję „and-one”, niestety nie wykorzystał rzutu wolnego. Swoją postawą i zaangażowaniem dał jasny sygnał zarówno swojej drużynie, jak i kibicom, że to jeszcze nie koniec. Mimo iż Sokół poprawił w tej kwarcie skuteczność, było to niestety za mało na gości. Spójnia raz po raz odpowiadała na każdy cios, szczególnie w rzutach za trzy punkty. W tym elemencie Kowalczyk oraz Simons pokazywali klasę, skutecznie stopując zapędy Sokoła. Cały czas aktywny był również ich lider Devon Daniels, który na koniec uzbierał 18 punktów. Po przerwie widać było różnicę w grze oraz w zaangażowaniu Sokoła, lecz zaliczka z pierwszych minut stawiała Spójnię w uprzywilejowanej sytuacji, a gra punkt za punkt była im na rękę. Z wynikiem 55:67 rozpoczęliśmy ostatnią kwartę tego spotkania i znów oglądaliśmy wymianę cios za cios. Cały czas utrzymywała się różnica 11 oczek, czego Sokół nie był w stanie przełamać. Na 4 minuty do końca Simons po raz kolejny trafił zza łuku, co już definitywnie podłamało gospodarzy oraz kibiców. 14 punktów przewagi i bardzo mało czasu na odrabianie strat. Pod koniec głównym motorem napędowym starał się być jeszcze Cheese, który dziś świetnie wchodził pod kosz rywala i raz po raz kończył to efektownymi lay-upami. Niestety jeden wojownik nie pokona całej armii rywala. Do samego końca PGE Spójnia Stargard utrzymała to, co wypracowała sobie w pierwszej kwarcie.

Czego zabrakło?

Piętą achillesową w tym spotkaniu była celność w kluczowych momentach, ponieważ Sokół zakończył to spotkanie ze skutecznością 42.6% z gry. Ciężko stwierdzić, co tak naprawdę było przyczyną takiego obrotu spraw, lecz kolokwialnie rzecz ujmując, nie „siedziało”. Dla porównania rywale trafiali już na poziomie 52.4%, co widoczne było przez większość czasu na parkiecie. Tylko 5 na 20 trafionych rzutów za trzy, to podkreślenie istniejącego problemu Sokoła w rzutach zza łuku. Nadal musimy nad tym pracować, ale wierzymy zapewnieniom Marka Łukomskiego, że treningi idą w dobrym kierunku. Być może nowe, twarde niczym stalowe pręty kosze w hali MOSiR, nie sprzyjają w ofensywnej koszykówce z dużą ilością trójek. W dodatku dziś w ekipie Marka Łukomskiego zabrakło elementu, który był ich zdecydowanym atutem, mianowicie dzielenie się piłką. 12 asyst w całym spotkaniu to znaczny spadek w porównaniu do średniej z ostatnich kolejek, Spójnia zdołała rozdać aż 22 ostatnie podania. Na plus zaliczymy kolejny świetny występ Tylera Cheese’a, który rzucił 26 punktów, trafiając 9 na 17 oddanych rzutów. 13 oczek dołożył Kacper Młynarski, lecz zdecydowanie najbardziej brakowało dziś Correya Sandersa (10 punktów). Po ostatnim starciu wszyscy liczyli na naszego rozgrywającego, dziś to nie był jego mecz.

Nie udało się pójść za ciosem – nie spuszczamy głów!

Spójnia konsekwentnie realizowała swoją taktykę od początku do końca tego spotkania, dominując fizycznością pod koszem. Mimo iż kilka razy zbliżyliśmy się na 7 oczek, to nie trwało to zbyt długo. Kibice mieli nadzieję, że po wygranej z Czarnymi Słupsk koszykarze z Podkarpacia pójdą za ciosem, niestety była to szósta porażka w tym sezonie Orlen Basket Ligi. Pamiętamy ostatni sezon, kiedy po słabszym starcie, Sokół był w stanie rozpocząć serię zwycięstw. Teraz miejmy nadzieję, historia napisze podobny scenariusz, a drużyna Łukomskiego wspomoże to poprawą dyspozycji na parkiecie. Na naszej ligowej drodze kolejnym ciężkim wyzwaniem będzie zespół Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski. To spotkanie już w czwartek o godzinie 19:00 i warto podkreślić, że znów odbędzie się na Hali MOSiR w Łańcucie. Ponownie rywal z czterema zwycięstwami na koncie przyjeżdża na Podkarpacie w roli faworyta, lecz Sokół pokazał już, że razem z szóstym zawodnikiem, kibicami, przeciwstawi się każdej sile w tej lidze.

Okiem trenera:

Gratuluje obu zespołom tego spotkania. Jestem zadowolony, jak dziś graliśmy, to było zwycięstwo, w którym od początku do końca kontrolowaliśmy ten mecz. Jednak początkiem trzeciej kwarty trochę straciliśmy skupienie, ale graliśmy bardzo skutecznie w ataku. Nie jest łatwo wygrywać tutaj, ponieważ to bardzo dobry zespół, bardzo dobry trener, więc bardzo cieszy mnie to zwycięstwo – powiedział po konferencji trener Spójni, Sebastian Machowski

Zaczęliśmy dość wolno oraz ospale, przez co goniliśmy rywali ze Stargardu. Samo gonienie wyniku kosztowało nas bardzo dużo sił. Ciężko było odrobić stratę, szczególnie walcząc pod koszem, a zza łuku trafiliśmy jedynie 5 z 20 oddanych trójek. Dużo rzucaliśmy w tym tygodniu, wydawało się, że jest poprawa, lecz nie było tego widać na parkiecie. Zwracaliśmy uwagę przed meczem, że Spójnia w wygranych meczach dominowała przeciwników fizycznie. W tym spotkaniu był też taki moment, strata, która nieco nas podłamała – kiedy odrabiasz i gonisz wynik, takie coś źle wpływa na drużynę. Musimy sporo jeszcze poprawić – podsumował Marek Łukomski

Domelo Sokół Łańcut: Cheese 26, Młynarski 13, Sanders 10, Berzins 8, Kemp 6, Nowakowski 5, Struski 3, Szczypiński 2

PGE Spójnia Stargard: Brown Jr. 23, Daniels 18, Gordon 18, Simons 11, Gruszecki 4, Langović 4, Brenk 3, Kowalczyk 3, Łapeta 2

368017737_637030801975633_7138355804892240803_n

SOKOLIM OKIEM NA MECZ: Zespólmy spójność Spójni!

Już jutro kolejna szansa Sokoła na poprawienie bilansu w ligowej tabeli. Ostatnie zwycięstwo nad Czarnymi Słupsk było wielką dawką motywacji, lecz teraz nie możemy się na tym zatrzymać. Po raz kolejny atut własnej hali sprawia, że PGE Spójnia Stargard nie będzie miała łatwego zadania. Podopieczni Marka Łukomskiego mają tylko jeden cel: drugie zwycięstwo w sezonie.

MECZ Z CZARNYMI PUNKTEM ZWROTNYM

Doskonale zdajemy sobie sprawę, iż początek tego sezonu nie należał do Sokoła, ale zawsze po serii niepowodzeń przychodzą te lepsze dni. W naszym przypadku takim dniem było spotkanie z Czarnymi na własnej hali, kiedy to gracze Marka Łukomskiego zagrali koncertowe ostatnie 10 minut. Ale mecz trwa pełne 40 minut – co więc działo się wcześniej? Pierwsza połowa raczej do zapomnienia dla obu drużyn, choć na plus zapiszemy formę Coreya Sandersa, który był bez wątpienia liderem gospodarzy. Gdy wybiła 20 minuta na tablicy widniał wynik 32:30, spowodowany bardzo słabą skutecznością ofensywną obu zespołów. Po przerwie to Czarni Słupsk lepiej rozpoczęli zmagania, szybko odskakując na kilka oczek. Jednak w późniejszych minutach Sokoły cały czas konsekwentnie odrabiały straty, by w ostatniej kwarcie móc zaatakować. 34 punkty w ostatnich 10 minutach pokazują, jak mocno pragnęli tego przełamania. Znakomity powrót zaliczył Tyler Cheese, który po pierwszej połowie nie miał żadnych punktów, a z ostatnią syreną miał ich już 20. Sokół zdominował rywala w końcówce, dzięki czemu odniósł pierwsze zwycięstwo w tym sezonie 88:74

majstal

NA HORYZONCIE SPÓJNIA STARGARD

Nasi jutrzejsi rywale dwukrotnie znaleźli sposób na Sokoła w poprzednim sezonie, wygrywając zarówno u siebie, jak i na hali MOSiR w Łańcucie. Pierwsze spotkanie w Stargardzie to była kompletna dominacja gospodarzy, lecz już na własnym obiekcie Sokoły pokazały, że jeśli ktoś chce wygrać w Łańcucie – to musi wynieść się ponad swój standardowy poziom. Spójnia w tamtym meczu dopiero w ostatnich rzutach wywalczyła sobie zwycięstwo. Pod koszem, ale również na całym parkiecie świetnie spisywał się Adam Kemp (22 punkty i 7 zbiórek), który był najlepszym graczem ekipy Marka Łukomskiego.

Wyniki ostatniego sezonu:

Sokół Łańcut – Spójnia Stargard 79:83

Spójnia Stargard – Sokół Łańcut 96:63

Doskonale wiemy, iż obie drużyny znają się również z pierwszoligowych parkietów, kiedy ta rywalizacja wyglądała bardzo ciekawie. Ostatnie starcia na tym poziomie rozgrywkowym przypadały na finał fazy play-off w 2018 roku, ale Spójnia bardzo szybko rozstrzygnęła tamtą serię 3:0. Mimo iż mecze były wyrównane, to Sokół nie był w stanie się przeciwstawić. Zagłębiając się w pierwszą ligę, należy podkreślić, że ostatnie ligowe zwycięstwo Sokoła nad Stargardem miało miejsce w maju 2017 roku. Dodajmy, że to było starcie na własnym terenie, co tylko premiuje nas w jutrzejszych zmaganiach.

Z OBOZU RYWALA

Spójnia z mocnym przytupem weszła w aktualny sezon Orlen Basket Ligi, ponieważ odniosła trzy zwycięstwa z rzędu. Warto dodać, że nie były to „łatwe” spotkania, a początkowa forma nie była przypadkowa. Swój zwycięski marsz rozpoczynali w Słupsku, by potem pokonywać kolejno Arkę oraz Stal Ostrów Wlkp. W tej trzymeczowej serii liderem i przywódcą na parkiecie był Devon Daniels IV, który 22.6 punktu na spotkanie. Po tak dobrej passie przyszła jednak pierwsza, a potem kolejna ligowa porażka. Mimo że nie były to rezultaty wyraźnie wskazujące, iż Spójnia odstawała od swojego rywala, to ze świetnego startu (bilans 3:0) wiele nie zostało. Tak jak zespół Marka Łukomskiego doświadczył słabszych momentów, tak i w tym przypadku po kilku nieudanych występach pojawił się przełom, a duet Simons&Brown zapewnił zwycięstwo w meczu przeciwko Treflowi Sopot. Warto jednak zaznaczyć, iż gracze trenera Sebastiana Machowskiego cztery ostatnie spotkania w PLK zagrali na własnej hali, co było dla nich sporym atutem. 

Ostatnie wyniki w zmaganiach ligowych:

Spójnia Stargard – Trefl Sopot 80:73

Spójnia Stargard – Twarde Pierniki Toruń 73:84

Spójnia Stargard – Legia Warszawa 81:87

Spójnia Stargard – Stal Ostrów Wlkp. 65:62

Arka Gdynia – Spójnia Stargard 86:96

Czarni Słupsk – Spójnia Stargard 61:81

Walka na dwóch frontach

źródło: FIBA EUROPE

Oprócz zmagań w naszej Orlen Basket Lidze, Spójnia cały czas rywalizuje również w rozgrywkach FIBA Europe Cup. W tym samym turnieju udział biorą m.in. Anwil Włocławek oraz Legia Warszawa. W grupie H poza Spójnią występują również: holenderskie Den Bosch, niemieckie Chemnitz oraz KB Peja, a więc ekipa z Kosowa. Jak do tej pory po rozegraniu pierwszych 3 spotkań, gracze ze Stargardu wygrali jedynie z Den Bosch, ulegając reszcie rywali. Przegrany mecz z KB Peja odbył się 1 listopada, a w składzie wyróżniali się m.in. Brown, czy Simons.

Spójnia Stargard – Den Bosch 92:89

Spójnia Stargard – Chemnitz 66:84

Spójnia Stargard – KB Peja 79:83

NA KOGO UWAŻAĆ?

Devon Daniels

źródło: Spójnia Stargard

25 lat, 196 centymetrów wzrostu, rzucający

Daniels swoją poważną przygodę z koszykówką rozpoczynał na amerykańskich parkietach uczelnianych NCAA. Występował w zespołach uniwersytetów Utah i NC State. Ostatni sezon za oceanem rozpoczął w Raptors 905 w G League – tam w siedmiu meczach zdobywał średnio 3,3 punktu i 1,9 zbiórki. Potem zdecydował się na odważny krok i przeniósł się do Europy. Dla serbskiej ekipy KK Cacak 94 zdobywał średnio 17,2 punktu, 6,1 zbiórki i 1,6 asysty na mecz.

Stephen Brown Jr.

źródło: Spójnia Stargard

27 lat, 180 centymetrów wzrostu, rozgrywający

Kolejny gracz zza oceanu, który ma przeszłość w amerykańskim baskecie. Zanim wyjechał ze Stanów Zjednoczonych grał w lidze NCAA w Bucknell Bison. Natomiast w poprzednim sezonie Brown Jr. występował na parkietach ligi francuskiej w klubie Fos Provence Basketball. Na parkiecie przebywał wówczas średnio 27 minut na mecz, przy czym zdobywał 9,4 pkt oraz notował 4 asysty. Rok wcześniej Brown Jr. grał w BG Gottingen w lidze niemieckiej. A jeszcze wcześniej w drugiej lidze francuskiej w drużynie Denain. Ma za sobą także występy w rozgrywkach ligi łotewsko-estońskiej i w lidze tureckiej.

Aleksandar Langović

źródło: Spójnia Stargard

22 lata, 203 centymetry wzrostu, center

Serb w przeszłości występował w KK Mega Leks, OKK Belgrad, KK Mega Bemax oraz KK Podgorica. Ostatnio był zawodnikiem Borac Nektar w Bośni i Hercegowinie. Tam zdobywał średnio 15,3 punktu, 6,8 zbiórki i 1,3 asysty na mecz. Langović był także młodzieżowym reprezentantem swojego kraju.

RYWAL WZMOCNIONY POD KOSZEM

Adam Łapeta

źródło: PLK.PL

Środkowy wzmacnia Spójnię pod koszem. Swoje ostatnie spotkania rozegrał jeszcze w Tajwanie w zespole Taoyuan Leopards. Na naszych parkietach w Polsce grał m. in. w takich zespołach jak: Trefl Sopot, Stelmet Zielona Góra, Anwil Włocławek czy King Szczecin. Adam to zawodnik twardy niczym jego stalowa gablota, w której przechowuje sześć tytułów Mistrza Polski zdobytych podczas gry w Sopocie i Zielonej Górze, wicemistrzostwo Polski z BM Stalą Ostrów Wielkopolski i brązowy medal z Arką Gdynia.

OCZAMI TRENERA:

Czeka nas bardzo fizyczne spotkanie. Ograniczenie poczynań obwodowych Danielsa oraz Browna może okazać się kluczem do osiągnięcia dobrego wyniku. Ciekawie zapowiada się walka pod koszem, Gordon, Langović, ale również Łapeta, to duże wyzwanie dla naszych centrów – powiedział Marek Łukomski